Mowa nienawiści, czyli knebel w rękach totalniaków

„Prawda jest mową nienawiści dla tych, którzy mają coś do ukrycia”

(G. Orwell).

Morderstwo Pana Prezydenta Adamowicza, wśród wielu następstw, spowodowało również ożywioną debatę, czy może raczej agresywny atak w przedmiocie używania tzw. „mowy nienawiści” i potrzeby regulacji tej kwestii.

Prawo polskie nie zawiera definicji „mowy nienawiści”. Przepisem, którego norma reguluje zakres swobody wypowiedzi jest art. 212 par 1 kk, stanowiący, że ten, „kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.” Ściganie tego przestępstwa następuje z oskarżenia prywatnego.

Wydaje się, że na tym można by temat zakończyć, bo cóż tu jeszcze dodać czy ująć? Cóż tu jeszcze regulować?

Mamy jeszcze art. 256 par 1 kk, dość absurdalny przepis, zakazujący publicznego propagowania faszystowskiego lub inny totalitarnego ustroju państwa lub nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość. Przepis zresztą częściowo martwy, bo o ile wyjść na ulicę ze swastyką na fladze nie można, to Lenin lub sierp i młot nie powoduje (a powinien wedle wskazanej normy) żadnej reakcji organów. Osobiście jestem za tym, aby każdy rodzaj ideologii można było propagować, również ten, z którym się nie zgadzam.

Jest przepis art. 31 Konstytucji RP, chroniący wolność wypowiedzi, czy art. 23 kc, dotyczący dóbr osobistych. To wszystko, to już dużo za dużo, tylko w krajowym porządku.

Po co więc regulować coś jeszcze?

Wydaje się, ze celem nie jest ochrona wolności, ale nałożenie knebla na debatę publiczną. Wprowadzenie rozwiązań, których domagają się marksiści oznaczać będzie, że zakazane stanie się np. krytykowanie islamu samego w sobie, imigracji, homoseksualizmu, zwłaszcza, że mową nienawiści może stać się nawet „brak słownej akceptacji” (vide podręcznik Fundacji Batorego), czyli coś więcej niż nietolerancja – zwyczajnie celem jest zmuszenie nas, by akceptować – już nie tylko tolerować-  to, czego nie akceptujemy lub zwyczajnie nie lubimy, mamy inne zdanie. Warto zwrócić uwagę, że w publikacjach marksistów, promujących walkę z “mową nienawiści” jako przykłady grup zagrożonych tym zjawiskiem wyróżnia się np. feministki, ruchy LGBT, środowiska żydowskie,. Nie spotkałem się, aby wskazywano tak oczywiste i  rzeczywiste (w przeciwieństwie do wyżej wymienionych – wyimaginowanych) grupy, jak np. otyłe dzieci w szkole, dzieci noszące aparat ortodontyczny czy leworęczni. Celem jest zamiana pojęć i walka z kulturą. Jest to, moim zdaniem, dalsza część projektu rewolucji marksistowskiej prowadzonej metodami Gramsciego.

Wszystko to doprowadzi do stanu, z którym mieliśmy do czynienia w ustrojach totalitarnych typu PRL, III Rzesza, ZSRR – gdzie niedozwolona będzie krytyka tego, co zdecydują jakieś grupy będące u władzy. Z podobną obłudą mamy do czynienia w debacie politycznej np. w Niemczech, gdzie wypowiadanie niektórych sądów w debacie jest niemożliwe.

Piotr Michał Kosmęda