Karol Marks i Nikołaj Bucharin mieli rację – bogaćcie się!

Dlaczego miasta I Rzeczypospolitej podupadały?

Zawsze uwielbiałem czytać Pawła Jasienicę. Jestem wielkim fanem jego twórczości. Ostatnio, tym razem w wersji audio, odświeżyłem znajomość, niektórych fragmentów wielokrotnie, doskonałej „Polski Jagiellonów”. Wśród wielu tez autora, jak mantra przebija się przez utwór utyskiwanie, żal, że miasta polskie, zwaśnione, dbające o partykularne interesy każdego z nich nie potrafiły zadbać o interes stanowy, tak, jak robiła to szlachta. Teza ta zawsze mnie raziła mnie uproszczeniem, brakiem uzasadnienia.

Jestem zwolennikiem tezy, że to okoliczności gospodarcze determinują politykę. Nawet najgenialniejszy władca, pozbawiony materialnej bazy, nie zbuduje politycznej nadbudowy. Stąd moje, nieco przekorne, odwołanie się w tytule do K. Marksa. Przekorne, ale szczere, bo uważam, że Marks miał tu rację- nasze idee, również, a może przede wszystkim polityczne, determinuje baza materialnych zasobów i status.

Poniekąd podobną tezę można odnaleźć w pracy Perry’ego Andersona, Lineages of the Absolutist State, który analizując świat późnofeudalny zauważa, że feudalizm zawierał w sobie zalążki kapitalizmu (znów punkt dla K. Marksa!). Anderson twierdzi, że feudalizm gwarantował, wbrew obiegowym twierdzeniom i własnym ograniczeniom, silne rozproszenie władzy i pozwalał wskutek tego, zostawiał przestrzeń, dla rozwoju miast jako ośrodków handlu i wytwórczości. Późniejszy rozwój kapitalizmu, wskutek najpierw pojawienia się weksli, a potem dostępu do kruszców z Ameryki – uwolnił ten potencjał, pozwolił nasmarować tłoki przygotowanej wcześniej maszyny. Taki stan rzeczy miał miejsce, jak uważa autor tam, dokąd sięgała limes Rzymu, a może nieco dalej, ale w każdym razie nie poza granicę Łaby, Litawy i Dunaju, które do dziś oddzielają obszar Europy zachodniej i środkowo-wschodniej. Jest to też , w przybliżeniu granica, na której stanęły sowieckie wojska w roku 1945.

Odmienny status miały miasta poza tym obszarem (jako przykład podawany jest Konstantynopol), które były przede wszystkim ośrodkami władzy, a ich ranga mierzona była liczbą państwowych urzędników, którzy nie produkowali , jak dziś , tak wtedy, nic poza biurokracją.

Polska peryferyjność spowodowała, że miasta w Rzeczpospolitej i na Litwie rozwijały się słabo, głównie wskutek braku autonomicznego statusu i siły handlowo-produkcyjnej, bazującej na tradycji feudalizmu. Relatywna bieda stanu mieszczańskiego formatowała sposób myślenia i to mam na myśli odwołując się do Marksa – szereg czynników, który powodował ubóstwo mieszczan, kształtował ich sposób myślenia i ich sposób politycznej walki o swe prawa. Analizowanych przez Andersona wątków jest oczywiście więcej, wraz z kluczowym dla rozwoju kapitalizmu w Europie okresu odkryć geograficznych, ale ich omówienie wymagałoby formy naukowej rozprawy, a nie krótkiego wpisu na blogu.

Nawet jednak już taki rzut oka na rozważania Andersona pozwala na postawić tezę, że to nie skłócenie polskich miast, ale brak wolnościowego komponentu tradycji feudalizmu, na której budowano bogactwo, wytwórczego ducha produkcji i handlu był jednym z czynników słabości stanu mieszczańskiego w Polsce i przekrzywienia ustroju Rzeczypospolitej w kierunku szlacheckim, co później doprowadziło do jej upadku. Sięgając głębiej, oznacza to jedno: los państw opiera się na ich bogactwie, bogactwo pochodzi z wolnej wytwórczości i handlu, te zaś wymagają prawnego instrumentarium i tradycji autonomii jednostek, które potrzebują by rząd , obojętnie czy monarcha, czy demokratycznie wybrany zakrzyknął : laissez faire, laissez passer. Te zasady zbudowały potęgę Europy.

I tych którzy , jak nasz tow. Gomułka lat temu pięćdziesiąt, jego następca , dzielny górnik tow. Gierek, czy duchowy spadkobierca ich dzieła tow. Morawiecki, zachwycają się „komami i procentami” rosnącej produkcji gwoździ i zakrętek, należałoby zachęcić do spojrzenia z perspektywy longue duree, z perspektywy lat kilkuset. Bo to jest perspektywa, w której np. rosnąca produkcja zbóż w XVI wieku powinna była niepokoić, to jest perspektywa, w której planować powinien Wódz, aby nie wejść na atrakcyjnie wyglądającą ścieżkę, która za lat 100 czy 200 doprowadzi do upadku.

Piotr Michał Kosmęda

Zakaz handlu – PiS niszczy Polskę

Czy Premier Morawiecki jest ekonomicznym analfabetą czy robi to celowo?

O zakazie handlu w niedziele pisałem, niezwykle krytycznie tu:

https://pmkosmeda.pl/czy-narodowi-socjalisci-z-pis-zarzna-polske

Nie będę powtarzać argumentów, ale lektura ustawy prowadziła do wniosku, że jej konsekwencją będzie upadek małych sklepów i niszczenie polskiej gospodarki, a względne zwiększenie udziału w rynku dużych sieci spożywczych, utrata pracy i dorobku przez małych polskich przedsiębiorców.

Według danych Związku Przedsiębiorców i Pracodawców  do tej pory zbankrutowało ok. 16 tys. małych sklepów. Firma Euromonitor International ocenia, że w 2019 roku z rynku może zniknąć 5,2 tys. małych sklepów. Przybędzie natomiast tych dużych i supermarketów – o blisko 2 tys (https://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/prezes-zpp-ustawa-o-zakazie-handlu-w-niedziele-powinna,2602031,4199)

Powtarzanie kolejny raz słów Kisiela : „to nie kryzys, to rezultat”, biadolenie nad sytuacją niewiele wnosi, raczej skłania do wniosku, że jakakolwiek pisanina to głos wołającego na puszczy. I oczywiście – tego bloga nikt z decydentów nie czyta, ale przecież krytyki wobec ustawy było wiele w różnych miejscach.

Pytanie, które nie daje spokoju jest inne. Skoro skrajnie negatywne dla polskiej gospodarki skutki wprowadzenia ustawy widziałem ja kilka lat temu, gdy jeszcze nie weszła w życie (vide moje artykuły na portalu Radia Wnet), a nie jestem ekonomistą, to nie sposób uciec od zadania pytania: czy Premier Morawiecki nie rozumiał co robi? Jeśli tak, to znaczy, że jest ekonomicznym ignorantem, analfabetą i nie powinien piastować funcji, którą mu powierzono.

Jeśli natomiast wiedział co czyni i zrobił to świadomie, to nie sposób zadać pytania: w jakim celu i w czyim interesie to zrobił? Na pewno nie w interesie Polski i Polaków, czy w ogóle kogokolwiek zamieszkującego Polskę.

A w takim razie.. „kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, przemocą […] doprowadza inną osobę do rozporządzenia mieniem własnym lub cudzym albo do zaprzestania działalności gospodarczej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.” (art. 282 kk).

Piotr Michał Kosmęda

Kto jest suwerenem między Odrą a Bugiem?

Ustawa o IPN a JUST

O sprawie Lex 447, JUST pisałem tu:

– spojrzenie prawne

Akt 447 (JUST) – próba prawnej analizy

– próba analizy politycznej

Act 447 JUST – casting na zarządcę Polin?

Z tematem powyższym w sposób oczywisty powiązana jest nowelizacja ustawy o IPN z 26 stycznia 2018r., która w art. 55a i 55b wprowadziła penalizację przypisywania Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialności lub współodpowiedzialności za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie lub za inne wojenne czy przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi. Ustawa ta wywołała olbrzymi atak na Polskę w świecie.

Obecnie Rząd polski wycofuje się z korzystania z drogi karnej i zamierza zmienić wskazane przepisy. Czy słusznie?

Moim zdaniem błędem było uchwalenie ustawy w tym kształcie. Stanowienie prawa, którego nie sposób wyegzekwować jest szkodliwe. Skoro jednak już weszło ono w życie i wywołało tak silny atak – to trzeba było trwać na tej pozycji, tak by nie powstało wrażenie, że Rząd zmienia prawo pod wpływem nacisków zewnętrznych. Powstaje więc pytanie: dlaczego Rząd zmienia ustawę? I kogo reprezentuje Rząd Premiera Morawieckiego? Polskiego podatnika i członka społeczeństwa tutaj zamieszkałego?

Oczywiście możliwe, że kanałami dyplomatycznymi doszło do uzgodnień, które spowodowały taki ruch Rządu. Jeśli tak, to pytanie co Polska otrzymała w zamian.

Piotr Michał Kosmęda