Big Brother is watching you…

Silne służby specjalne i wydajna gospodarka – tylko to się liczy

Od co najmniej kilku lat trwa dyskusja na temat braku kontroli nad korzystaniem, a zapewne tez nadużywaniem, przez służby  specjalne tzw. metadanych, tj. w szczególności z danych telekomunikacyjnych i bilingów.

Już 4 lata temu, wyrokiem z dnia 30 lipca 2014 r. (sygn. akt K 23/11) Trybunał Trybunał Konstytucyjny orzekł o niezgodności z Konstytucją sytuacji, w której brak jest kontroli nad pozyskiwaniem przez służby wskazanych informacji.  Rozwiązać problem miała tzw. „ustawa inwigilacyjna”, czyli Ustawa z dnia 15 stycznia 2016 r. o zmianie ustawy o Policji oraz niektórych innych ustaw, zobowiązująca służby do przekazywania raz na pół roku zbiorczej informacji o tym , jak często takie dane są wykorzystywane.

Po dwóch latach ustawa, czy raczej sposób jej stosowania, podlegają krytyce. Na podstawie danych przekazywanych przez policję trudno ustalić cokolwiek, a tym bardziej skontrolować, a skala inwigilacji jest ogromna. W roku 2017 policja skorzystała z miliona dwustu tysięcy danych telekomunikacyjnych. Czy coś się zmieni? Nie sądzę. Rzecznik Praw Obywatelskich wycofał swój wniosek do TK. Sejm i Senat same z siebie się tematem nie zajmą.

W świecie jest tak samo. Vide:

Świat zawsze był i pozostanie taki. Kontrola daje władzę. W tym kontekście wszelkie republikańskie bajania o obywatelskim społeczeństwie, demokracji i tego typu opowieściach o żelaznym wilku są ciekawymi historyjkami. Prawdziwa władza jest tu. „Wybory”, rewolucje itp. nie mają znaczenia. Tak długo, jak system jest ekonomicznie wydolny, by sprawować kontrolę, tak długo trwa. Liczy się zatem wydajna gospodarka i silne służby, które będą miały interes w utrzymaniu podmiotowości państwa, które im płaci.

Piotr Michał Kosmęda

Premier Morawiecki czyli Balcerowicz-bis, obniżanie podatków przez ich podwyższanie

Danina solidarnościowa, czyli „bij kułaka” nadal obowiązuje

Opowieści o tym, że podatki zostaną obniżone, by polska gospodarka stała się bardziej konkurencyjna słyszymy przed każdymi wyborami. Cieszyć się należy, że choć w warstwie teoretycznej panuje przekonanie o zbawiennej dla gospodarki roli niskich podatków.

Trudniej z praktyką. Rząd zaproponował ustawę wprowadzającą tzw. daninę solidarnościową, czyli nowy podatek w wysokości 4% dochodów powyżej 1 mln złotych. Podatek ten płatny byłby wraz z rozliczeniem rocznego PIT. Podatek miałby obowiązywać od roku 2019 i według rządowych założeń daninę zapłaci ok. 25 tys. osób i ma na przynieść 1,15 mld złotych do budżetu.

Gdy czyta się „porady” ojca Premiera tj. Pana Kornela Morawieckiego, który narzeka na syna, który według niego ma zbyt liberalne poglądy gospodarcze, to należy się zastanowić jaki jest preferowany przez PiS i koalicjantów system gospodarczy? Premier Morawiecki zachowuje się dokładnie tak samo jak onegdaj Premier Balcerowicz – czyli usta pełne frazesów o potrzebie wzmocnienia polskiej gospodarki, a w praktyce podnoszenie podatków i tworzenie coraz bardziej uciążliwego otoczenia biznesowego.

Premier Morawiecki to niewątpliwie człowiek inteligentny. Wnioskować należy zatem, że albo nie podejmuje tych decyzji samodzielnie i jest jedynie marionetką, albo działa świadomie na szkodę Polski i polskich przedsiębiorców.

Jakie będą skutki ustawy łatwo przewidzieć. Każdy, kto może , ucieknie z opodatkowaniem za granicę, zarobią doradcy podatkowi i prawnicy. A ponieważ Rząd w rewolucyjnym zapale poprzysiągł walkę z takim niepatriotycznym zachowaniem, to ryzyko takich działań większe – ergo usługi te będą droższe.

Drugim skutkiem ustawy będzie przekształcanie jednoosobowych działalności gospodarczych w spółki, jeśli CIT 9% zostanie rzeczywiście wprowadzony. Notariusze i prawnicy znów będą mieli co robić.

 

Piotr Michał Kosmęda

.

W niedzielę nie o prawie, a o spotkaniu z Mesjaszem

Miejsce akcji: Szpital, recepcja.

Dramatis personae:

– On, Pan lat ok. 55, którego funkcją jest przewożenie pacjentów na wózku do sal zabiegowych (jak się nazywa ta funkcja??) , siwy, z brzuszkiem, taki, którego młodzież ochrzciłaby dziś mianem “Janusza Grubobrzuchego”

– Ona , Pani wiek dalece postbalzakowski, sprzątaczka

Akcja:

On siedzi od dłuższego czasu i nudzi się, czekając zapewne, aż będzie mógł zabrać siedzącego na wózku, cierpiącego pacjenta. Ona zamiata podłogę.

Smutno. Straszno. Beznadzejnie. “Po kątach cisza gra, szkoda słów […] staram się oddychać szeptem”. Stukot klawiszy w recepcji, ściszone (bo RODO!) głosy obsługi.

Strzępy słów…

– …„PESEL?” „Czy choruje Pani na cukrzycę?”

I wtedy:

Ona: Na co czekasz?

On: Na złote runo nicości.

Przestałem oddychać.

Odwróciłem się i popatrzyłem w twarz tego zmęczonego, smutnego, ale jakby wewnętrznie pogodzonego człowieka. Herbert i Jazon oko w oko dotknęli absolutu tam, gdzie życie i śmierć, nadzieja i ból idą ręka w rękę.

„- PESEL?”

„Czy miała Pani zabiegi chirurgiczne…”

Margaritas ante porcos?

Uwielbiam Polskę. Tu możliwe są takie chwile, gdy w szpitalnej poczekalni, a nie w salonie wymądrzających się wykształciuchów, w trzysekundowym dialogu, wśród smutku, beznadziei, bólu, wszechobecnego cierpienia zjawia się  Mesjasz i zamyka cały świat – ten tu i teraz, w pigułce czterech słów. Tak, jakby cofnąć się do chwili Wielkiego Wybuchu i zmieścić całe nasze chwilowe jestestwo w główce szpilki. il messaggero non e importante…

 I to ukłucie…

I tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada czekając na pacjenta:
Innego końca świata nie będzie,

Nowe przepisy dotyczące AML – każdy z nas jak Pawka Morozow

Więcej obowiązków dotyczących prania pieniędzy

Dziś, 13 .07.2018 wchodzą w życie nowe przepisy dotyczące przeciwdziałania praniu pieniędzy zwane żargonowo, od angielskiego skrótu – AML (anty – money laundering). Zmian jest wiele. By wskazać na te ważniejsze:

 – obniżeniu (z 15.000 EUR do 10.000 EUR) uległ próg raportowania o transakcjach

– od 13.10.2019 ma obowiązywać jawny i dostępny publicznie Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych, a spółki są zobowiązane do zgłaszania informacji o ich beneficjentach rzeczywistych w terminie 7 dni od wpisu w KRS (spółki wpisane mają  6 miesięcy na przekazanie informacji o swoich beneficjentach rzeczywistych)

– podwyższono z 750 tys. EUR do 5 mln EUR kary za naruszenie obowiązków

– status  tzw, PEP, tj. osoby zajmującej eksponowane stanowisko polityczne dotyczy osób bez względu na miejsce zamieszkania.

– zmienia się podejście do identyfikacji ryzyk; obowiązywać ma zasada tzw. „risk-based approach” , a ponadto przewidziano obowiązek tworzenia procedur anonimowego zgłaszania naruszeń AML przez pracowników (tzw. whistleblowing).

– do instytucji zobowiązanych dodano podmioty prowadzące działalność w zakresie usługowego prowadzenia ksiąg rachunkowych, choć tylko te które prowadzą księgi rachunkowe dla klienta(a nie KPiR).

Faktyczny wpływ zmian na rzeczywistość będzie można ocenić po kilku, kilkunastu miesiącach obowiązywania nowych przepisów. Można jednak zauważyć, że trend – nie od dziś – jest jasny: władza państwowa, nie radząc sobie z kontrolowaniem społeczeństwa, przerzuca ten ciężar coraz bardziej na samo społeczeństwo. Wraca stary, dobrze przetrenowany model ideału Pawki Morozowa. Oczywiście -jak zawsze – dla dobra obywateli, bezpieczeństwa itd. Itp…

Różnice są wciąż znaczne, bo zamiast Gułagu, kara finansowa. Trend jest jednak wyraźny.

 Piotr Michał Kosmęda

De minimis curat Władza

Kto znalazł 50 zł ten wzbogacony

Zgodnie z art. 5 ust.1 z dnia 20 lutego 2015 r. o rzeczach znalezionych (Dz.U. 2015 poz. 397) Kto znalazł rzecz i nie zna osoby uprawnionej do jej odbioru lub nie zna jej miejsca pobytu, niezwłocznie zawiadamia o znalezieniu rzeczy starostę właściwego ze względu na miejsce zamieszkania znalazcy lub miejsce znalezienia rzeczy (właściwy starosta). Podobny obowiązek, na podstawie ust. 3 wskazanego artykułu dotyczy pieniędzy o dowolnej wartości.

W praktyce oznacza to, że odnalazłszy na ulicy jednogroszówkę należy udać się do starosty i pieniądze te przekazać urzędowi. Przepis martwy, niestosowany.

W tym kontekście należy pochwalić inicjatywę zracjonalizowania przepisu w ten sposób, że wskazany wyżej obowiązek dotyczy jedynie kwot powyżej 50 zł.

Moim zdaniem cała ustawa, nawet mimo korzystnej nowelizacji, może z wyjątkiem dotyczącym dóbr kultury, stanowi superfluum i jest przykładem skrajnego zbiurokratyzowania świata, w którym żyjemy, wyrazem potrzeby władzy, by objąć zakresem swojego działania wszystko i wszystko uregulować.

Istnieje przecież regulacja art. 180 -181 kodeksu cywilnego, ogólna, ale wystarczająca w danych okolicznościach.

Czy naprawdę musimy godzić się na świat, zmierzający w kierunku nazwanym przez Giovanniego Amendolę. Krok za krokiem.

Piotr Michał Kosmęda

Prawnicy będą pracować w Boże Narodzenie

Dalsze „upupianie” konsumentów

Nowelizacja kodeksu cywilnego dokonana ustawą z dnia 13 kwietnia 2018 r. o zmianie ustawy – Kodeks cywilny oraz niektórych innych ustaw, która weszła w życie 9 lipca 2018r. wprowadza kilka istotnych zmian do prawa cywilnego.  Przede wszystkim doszło do skrócenia z 10 do 6 lat terminu przedawnienia roszczeń, co można uznać za zasadne. Świat dziś żyje szybciej, środki porozumiewania się na odległość, możliwość szybkiego przemieszczania się, umożliwiają szybsze dochodzenie roszczeń, prowadzenie negocjacji. Trzeba zwrócić uwagę, że te termin w praktyce i tak dotyczy jedynie części roszczeń, bo duża część z nich przedawnia się z terminami krótszymi np. 3 letnimi (roszczenia związane z prowadzeniem działalności gospodarczej) lub 2 letnimi (sprzedaż).

Ważną zmianą jest sposób liczenia terminów przedawnień – zamiast dotychczasowego terminu w latach, obecnie termin ten co prawda nadal będzie w latach liczony, ale kończyć się będzie z upływem roku, co faktycznie go wydłuża. Ratio legis tego przepisu służyć ma łatwiejszej kontroli nad tym terminem, bo nie potrzeba pamiętać dokładnej daty zdarzenia, a jedynie rok, w którym miało ono miejsce. Skutkiem ubocznym tego przepisu będzie wnoszenie tuż przed 31 grudnia tysięcy pozwów i zawezwań do ugody – co w praktyce oznacza, że adwokaci i radcowie prawni będą bardzo intensywnie pracować przez ostatnie dwa tygodnie grudnia.

Zmianą, którą należy skrytykować jest nałożenie na sąd obowiązku brania z urzędu pod uwagę przedawnienia roszczeń wobec konsumentów. Dotychczas sąd zmuszony był uwzględniać termin przedawnienia jedynie w przypadku podniesienia takiego zarzutu. Rozumiejąc intencję ustawodawcy, aby chronić konsumentów – zwłaszcza przed brutalnymi praktykami firm windykacyjnych, uważam, że jest to kolejny krok Państwa, które traktując obywateli jak dzieci, wyręcza ich w myśleniu i braniu odpowiedzialności za siebie. Ta tendencja jest zła i prowadzi do gombrowiczowskiego upupienia konsumentów.

Piotr Michał Kosmęda

Naprawdę „Dobra Zmiana” w stanowieniu prawa

Ilość stanowionych aktów prawa spada

Niestabilność prawa, jego częste zmiany, nakładające się na siebie nowelizacje, sprzeczność kolejnych ustaw z już obowiązującymi  jest zmorą przedsiębiorców.

W tym kontekście ciekawą jest informacja, że w okresie od 1 stycznia do 30 czerwca 2018r. w Polsce przyjęto ok. 8700 stron ustaw i rozporządzeń. Daje to wynik niemal 50 stron na dzień, czyli nawet doświadczony prawnik, aby przeczytać i zrozumieć potrzebowałby ok. 1-2 godzin dziennie jedynie na zapoznanie się z tekstem. Dużo czy mało? Dużo za dużo.

Mimo to należy ten wynik przyjąć z zadowoleniem, ponieważ to jednie ok. połowy tego, co wyprodukowano rok wcześniej i ok. 30% „produkcji” z roku 2016.

Jeśli zatem oceniać „Dobrą Zmianę” jedynie na podstawie ilości przepisów- to jest to zmiana w pożądanym kierunku. Autorzy „Barometru stabilności otoczenia prawnego w Polsce”, którzy monitorują stan prawa wyliczyli, że utrzymanie 50% spadku w drugim półroczu 2018 roku oznaczałoby, że cały rok 2018 zrównałby się z rokiem 2008 pod względem ilości aktów prawnych.

Trend wzrostowy trwał nieprzerwanie od początku lat 90’ XX wieku. Dla porównania w latach 1989- 1990, a więc w okresie przemian produkcja roczna utrzymywała się na poziomie 1300-1500 stron, a więc stanowiła ok. 4-5% (!) tego, co w roku 2016.

Kibicujmy Dobrej Zmianie, obiektywnie oceniając jej dokonania, bez zbędnych emocji i zacietrzewienia. Nie jest ważne kto wprowadza korzystne rozwiązania. Ważne, że się one pojawiają.

Piotr Michał Kosmęda

Quo vadis Europo?

Konflikt Warszawa- Bruksela czyli gdzie szukać źródeł i szans przetrwania Europy Zachodniej?

W dobie wciąż tlącego się, czy raczej nieustannie podsycanego w Berlinie ognia konfliktu na linii Warszawa – Bruksela, dominują komentarze dwojakie. Z jednej strony, dość powierzchowne, mówiące o tym, że to „totalna opozycja” nie potrafiąc sformułować żadnego programu pozytywnego, ima się wszelkich środków i niczym Targowica, próbuje na cudzych bagnetach objąć w imieniu pruskim namiestnikowanie nad Wisłą. Druga, mówiąc nowomową , narracja, z drugiej strony barykady, jest taka, że to faszystowski „Kaczor” winien wszystkiemu i w ogóle to wstyd na cały świat, a Polska się wali i pali. Jedno i drugie w jakimś sensie jest prawdą – „totalniacy” spod sztandarów PO, Nowoczesnej, SLD czy PSL, których przecież ideowe i finansowe korzenie sięgają komunistycznej bezpieki, faktycznie demokracji nie rozumieją, bo z mlekiem matki wyssali demokrację socjalistyczną, którą zaprowadza się knutem i zomowską pałką. Partia „narodowa”, czyli PiS, stanowiąca kopię piłsudczykowskiej Sanacji, faktycznie może, gdyby popatrzeć na program, budzić pewne skojarzenia z NSDAP, choć oczywiście ani metody działania, ani ich natężenie do takich porównań nie uprawniają.

Warto jednak spróbować spojrzeć na ten konflikt nieco z oddali, choćby podjąć próbę, by zgodnie z motto u góry rzucić okiem sub specie aeternitatis.

Moim zdaniem, choć jest to zdanie przynajmniej częściowo zapożyczone od prof. Davida Engelsa oraz George’a Friedmana, mamy do czynienia z czymś więcej niż niemiecką próbą dominacji nad Polską. Europa pokarolińska znajduje się w fazie nieco podobnej do późnej republiki rzymskiej, a więc do okresu ok. I w przed Chrystusem (a nie do fazy schyłkowej Rzymu, jak to się często dziś twierdzi). Zbieżności jest aż nadto: wielki kryzys demograficzny, masowa imigracja, kryzys tradycyjnej rodziny, duża ilość rozwodów, napływ prądów religijnych ze wschodu, terroryzm. To wszystko już było, naprawdę historia kołem się toczy. Ten wewnętrzny rozkład pokazuje bezradność Zachodniej Europy i jej prawnego instrumentarium w postaci Unii Europejskiej, w której zaczynają dominować tendencje autorytarne. Jest to naturalne w dobie stagnacji gospodarczej  – jak przytomnie zauważa George Friedman Europa nadal nie uporała się z kryzysem lat 2007-2008. Zaczynają dominować partie populistyczne. Na Zachodzie,nie w Polsce.

Wydaje się, że tak jak to opisywał sto lat temu Spengler, następuje zmierzch zachodu, który odciął się od swych korzeni : zarówno chrześcijańskiej wiary, na której został ufundowany, jak i rzymskiego prawa, które stanowiło formalny gorset, a przekształcone zostało w tragikomiczny bełkot prawny eurokratów, a także greckiej filozofii, której ideałem było dążenie do prawdy, dziś niemożliwe w szponach totalniackiech  zapędów noekomunistów z Pokolenia ’68.

Jak zauważał genialnie ponad sto lat temu Feliks Koneczny, walka kultur nie może skończyć się remisem i syntezą, bo nie ma złotego środka pomiędzy dwoma etycznie sprzecznymi stanowiskami (np. szacunek dla kobiety w kulturze chrześcijańskiej i poniżenie kobiet w prawie szariatu). Jedna z etyk musi zwyciężyć. Europa, jak twierdzi prof. Engels, jako jedyna zatraca swój charakter, jako jedyna w globalizującym się świecie, gdyż wszędzie indziej dochodzi do odradzania się zdrowych nacjonalizmów.

Rację ma zatem Guy Verhofstadt, mówiąc, że „problemem jest, że polski rząd odmawia uznania tego, że europejskie reguły obowiązują także Polskę”, choć oczywiście, moim zdaniem ośmiesza się twierdząc że „ma problem tylko z polskim rządem, który sądzi, rząd mając większość, może robić, co mu się podoba.” Ośmiesza się, bo przecież rządy większości to sól demokracji i w swej naturze mają dyktaturę większości nad mniejszością. Rację ma natomiast, bo Polska i Polacy w swej większości nie chcą przyjąć „europejskich reguł”, widząc, ze reguły te oparte są na zbutwiałych, zdegenerowanych postawach sytych bezideowych sybarytów, dla których priorytetem jest zaspokajanie najbardziej podstawowych ludzkich potrzeb, dla których sfera sacrum jest niezrozumiałym eksponatem muzealnym, a ich wola przetrwania dawno już nie odnosi się do idei, a dotyczy jedynie egoistycznie pojmowanego komfortu własnego, jak to nazywa prof. Nowak – trwania od urodzenia w “dostatniej poczekalni do śmierci”.

Zupełnie innym czynnikiem, stricte geograficznym i przyziemnym, który wywiera duży wpływ na codzienność Eurpoy Zachodnej  jest schyłek trwającego prawie 500 lat dualizmu na Łabie. Słabnięcie Altantyku, wobec przeniesienia osi świata na Pacyfik będzie prowadziło do gospodarczego więdnięcia pokolumbjskich potęg.

Trudno przewidywać co będzie dalej, ale obserwując odradzanie się chrześcijańskich, małych, ale silnych duchem wspólnot, zwłaszcza we Francji, wydaje się, że w sytuacji masowej imigracji i dominacji kultur obcych, to chrześcijaństwo, przetrwałe w kulturze, może stać się znów źródłem odrodzenia tożsamości Europy. W kontrze do etyk obcych, Europejczycy mogą znaleźć poczucie wspólnoty zakrzyknąwszy „My, chrześcijanie!”. Z relacji polskich księży we Francji wynika, że ten proces, powolnego powrotu do Kościoła i wiary, przybiera na sile, a źródło swe ma w kulturze – ludzie twierdzący, że nie wierzą w Boga, chrzczą siebie i dzieci, „bo tak robił pradziadek, dziadek  i ojciec”.

Idąc w mistykę należałoby pociągnąć paralelę do Rzymu dalej… i chronologicznie oczekiwać przyjścia Mesjasza, który odmieni Świat. Odrzucając mesjanistyczne ciągoty, tak głęboko, przynajmniej do romantyzmu zakorzenione w naszej polskiej kulturze i świadomości, pozostańmy przy konstatacji, że pokarolińska Europa jest w momencie przesilenia, a nowy ład na Zachód od Łaby, będzie moim zdaniem oparty na islamie. Jeśli tradycyjne wartości europejskie znajdą swoje przetrwalniki w małych wspólnotach, to niczym pierwsi chrześcijanie Nowi Europejczycy podejmą kiedyś rekonkwistę. Tyle, że dziś wróg znacznie dalej niż w Granadzie, a asturyjskich Pelagiuszy czy Rolandów broniących wąwozu Roncevaux, jak na razie, niewielu.

Piotr Michał Kosmęda

Kiełbasa wyborcza z psa a’la maestro Patryk Jaki

500 plus to za mało, Pies plus lepszy

Zanim dotrzemy do głównego dania szefa kuchni, czyli kiełbasy wyborczej z psa, dwa słowa o 500 plus.

O tym, że Program 500+ jest wyłącznie programem o charakterze socjalnym i nie ma szansy spełnić pokładanej w nim roli, tj. poprawić demograficzną sytuację Polski pisałem tutaj:

https://pmkosmeda.pl/500-czy-sztuczna-macica/

W uzupełnieniu materiału sprzed dwóch miesięcy wypada odnotować, że kolejne dane dotyczące dzietności wydają się potwierdzać wyhamowanie trendu lekkiej zwyżki urodzeń, która notabene, moim zdaniem miała swoje źródło w lepszej sytuacji na rynku pracy, niż w samym programie 500+

Takie wnioski można wyciągnąć z danych przytaczanych tu:

 https://oko.press/morawiecki-nie-da-sie-przecenic-sukcesow-pis-w-walce-z-pulapka-demograficzna-oko-press-sukcesy-sie-skonczyly-wciaz-jestesmy-w-pulapce/

O sukcesie programu można by mówić, gdyby liczba urodzeń wzrosła do ok. 700 tys rocznie (obecnie oscyluje wokół 400 tys.), co dawałoby zachowanie populacji Polaków na niezmienionym poziomie. Kwota (oficjalnie, bo faktyczne koszty są większe ) 23 mld PLN odkładana rocznie na najmniejszy procent byłaby lepszą inwestycją  w emerytury przyszłych pokoleń, niż praktykowane rozdawnictwo.

Z efektami socjalnymi projektu trudno dyskutować, bo jest to klasyczny przykład (proszę wziąć pierwszy z brzegu podręcznik do ekonomii) sytuacji , w której Rząd chwali się tym, co widać (500 zł na dziecko do ręki), a udaje, że nie widzi, albo rzeczywiście jest nieświadomy tego, że te 500 zł plus  min. 20-30% dodatkowo na obsługę zostało ludziom zabrane, ergo – nie powstały miejsca pracy, ktoś nie dostał podwyżki, ktoś nie zainwestował w nową maszynę. Te drugie efekty są rozproszone, ale istnieją. Finalny efekt takich projektów jest zawsze negatywny.

Ostatecznie jedynym mierzalnym efektem programu 500+ jest wzrost poparcia dla PiS, który „daje”. Jak kończą się takie działania? Za odpowiedź wystarczy przypomnieć dekadę Gierka i biedę lat 80’ w Polsce, albo spojrzeć na dzisiejszą Wenezuelę.

Na tym tle warto odnotować inicjatywę kandydata na Prezydenta Warszawy, który zaproponował dofinansowanie w wysokości 1000 zł za adopcję psa lub kota. Traktując słowa Pana Patryka Jakiego poważnie zapytam: ile za rybki? Za chorego gołębia? Za chomika?

Moim zdaniem działanie Pana Jakiego opiera się na bardzo racjnalnej i chłodnej analizie. Chcąc wygrać wybory, należy przekonać do siebie wyborców. Obojętnie jak i czym. Robi to (niemal) każdy polityk. Dlatego nie rozumiem śmiechów i chichów z tej propozycji. Można nawet podziwiać polityka za kreatywność. Problem leży gdzie indziej.

Rozdawnictwo pieniędzy w tak funkcjonującej demokracji nigdy się nie skończy. Większość ludzi zawsze będzie chciała usłyszeć, że coś „dostanie”, nawet, jeśli ktoś uprzednio niepostrzeżenie wyciągnął te pieniądze z ich własnej kieszeni.

Propozycję zmiany tego stanu rzeczy zawarłem tutaj:

https://pmkosmeda.pl/nowe-prawo-wyborcze-egzamin-na-wyborce/

Piotr Michał Kosmęda

Broń tylko dla abstynentów!

Piłeś? Daj się okraść i zabić.

Do czego służy broń? Pytanie wydaje się postawione głupio, bo jak sama nazwa wskazuje do bronienia. Okazuje się, że nie w Polsce. W Polsce broni do bronienia się mogą używać tylko abstynenci. Każdy, kto choć od czasu do czasu wypije kufel piwa czy kieliszek wina, musi się liczyć z tym, że broń służy do niczego.

O wymogach dotyczących posiadaczy broni pisałem też tu:

https://pmkosmeda.pl/dlaczego-ministrow-poslow-i-senatorow-nalezy-badac-psychiatrycznie/

Dowodzi tego historia mężczyzny, na którego posesję wtargnęli o 3.00 w nocy włamywacze. Obudzony przez żonę wyciągnął posiadaną broń i oddał dwa ostrzegawcze strzały w powietrze. Poskutkowało. Napastnicy uciekli. Problem pojawił się, gdy wezwana policja stwierdziła, że w wydychanym powietrzu posiadacza broni znajduje się ok. 0,25 promille alkoholu.

Zgodnie z art. 51 ust.2 pkt 4 ustawy z 21 maja 1999r. o broni i amunicji (Dz.U. 1999 Nr 53 poz. 549 z późn. zm.) kto nosi broń, znajdując się w stanie po użyciu alkoholu, środka odurzającego lub substancji psychotropowych albo środka zastępczego podlega karze aresztu albo grzywny. Mężczyzna zeznał, że spożył nieznaczną ilość alkoholu przed położeniem się spać, ale nie nosił broni ze sobą. Wyjął ją jedynie z kasetki i użył dla odstraszenia włamywaczy.

Efekt: Komendant Wojewódzki Policji cofnął skarżącemu pozwolenie na broń palną bojową do celów ochrony osobistej. Dalsze losy tego Pana nie są mi znane.

Czy to wymaga jeszcze komentarza?

Wniosek jest taki, że posiadaczem broni może być tylko abstynent?

Piotr Michał Kosmęda