Lekarzu! Jeśli umarłeś – wyrejestruj się z ZUS!

Kłamstwa, wierutne kłamstwa, statystyka, ZUS – zmarli w dwuszeregu zbiórka!

O tym, jaki jest stan państwowej służby zdrowia przekonał się każdy, kto choć jeden raz miał z nią do czynienia. W propagandzie sukcesu, jaką uprawia Rząd warto jednak zwrócić uwagę na jeden drobny szczegół. Kilka miesięcy temu rozgorzała dyskusja na temat tego ilu lekarzy praktykuje w Polsce i jaki współczynnik liczby lekarzy na 1000 mieszkańców przypisać należy naszemu krajowi. Według reportu Komisji Europejskiej i Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) jest to 2,3 lekarza na 1000 mieszkańców (por. http://www.rynekzdrowia.pl/Polityka-zdrowotna/Liczba-lekarzy-w-Polsce-czyli-spor-o-dane-lokujace-nas-w-europejskim-rankingu,179116,14.html) .

Ministerstwo Zdrowia szacując liczbę lekarzy na ok. 134 tys podawało stosunek 3,5/1000, natomiast według statystyk ZUS w Polsce prawo wykonywania zawodu posiada ok. 145 tys. lekarzy (por. https://stat.gov.pl/files/gfx/portalinformacyjny/pl/defaultaktualnosci/5513/1/7/1/zdrowie_i_ochrona_zdrowia_w_2016.pdf s. 69), co dawałoby współczynnik 3,8/1000. Pomijając możliwe przekłamania wynikające z faktu zarejestrowania lekarza w Polsce, który pracuje za granicą, lub inne, których być może nie dostrzegam – wydaje się, że tak istotne różnice wynikają z praktyki stosowania przepisu art. 56 ust. 1 w zw. z ust. 3 ustawy  z dnia 25 czerwca 1999 r.  o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństw (Dz.U. z 2005 r. Nr 31, poz. 267 z późn. zm.). Zgodnie z ust. 1 przywołanego artykułu „Zakład Ubezpieczeń Społecznych prowadzi rejestr lekarzy, lekarzy dentystów, felczerów i starszych felczerów, którzy zgłosili wniosek w sprawie upoważnienia ich do wystawiania zaświadczeń lekarskich”, przy czym, wedle ust. 3 „osoby wymienione w ust. 1 są obowiązane podawać informacje, o których mowa w ust. 2 pkt 2–8, oraz o wszelkich zmianach w tym zakresie.”

Każdy prawnik, próbując wywieść z powyższych norm wniosek co do zakresu podmiotów uprawnionych do dokonywania zmian w rejestrze, musi dojść do wniosku, że zmiany takiej (złożenia wniosku o dokonanie zmiany) może dokonać tylko sam lekarz. Można ewentualnie, stosując przepisy ogólne kodeksu cywilnego lub kpa, założyć, że możliwe jest również udzielenie pełnomocnictwa (upoważnienia) do dokonania zmiany.

Sprawa, wydaje się stricte teoretyczna i nie zwróciłaby uwagi nikogo poza fanami statystyki, gdyby nie historia pewnej Pani. Kobietę tą dotknęła tragedia w postaci śmierci męża – lekarza. Jako porządny obywatel, wdowa po lekarzu udała się do Amber G… przepraszam ZUS oczywiście, aby oddać druki owych upoważnień, na których zmarły mąż wypisywał zwolnienia. Podyktowane to było również troską o to, by ktoś nielegalnie nie wszedł w posiadanie tychże druków i ich nie użył. Pani w ZUS grzecznie wysłuchała i odpowiedziała, że „zgodnie z ustawą wyrejestrować może się jedynie sam zainteresowany. Osobiście!”. Tłumaczenie zdziwionej kobiety, że mąż zmarł nie przedarło się przez biurokratyczny mur procedur.

Nie wiem czy jest to jednostkowy przypadek tępego, bezrozumnego stosowania przepisu, czy praktyka powszechna, przyznajmy – znajdująca poniekąd uzasadnienie w brzmieniu ustawy. Może tutaj należy doszukiwać się różnic w statystykach. Pojawia się podejrzenie, przerażający wniosek, w który trudno uwierzyć, że ZUS, Ministerstwo Zdrowia liczy – być może  – zmarłych lekarzy… Rozumując w ten sposób liczba lekarzy na 1000 mieszkańców będzie nieuchronnie rosła i kolejny Minister poinformuje nas z dumą, że za jego kadencji liczba lekarzy zwiększyła się o 0,2/1000 mieszkańców.

Z biurokratycznym pozdrowieniem! Aby Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się lepiej!

Parafrazując nieśmiertelny dialog, wyśmiewający miernotę państwowej produkcji filmowej, należałoby zakrzyknąć: „Kto za to płaci? Pan płaci, Pani płaci, społeczeństwo… Aż się chce wyjść z … ZUS?”

Proponuję przerobić znaną triadę, piętnującą wątpliwy charakter statystyki w sposób wskazany w podtytule, a ustawodawcę i urzędników ZUS należy natychmiast mianować do nagrody im. Janusza Zajdla. Pisarze fantastyki to jacyś leszcze, którym wydaje się, że potrafią być oryginalni, podczas, gdy prawdziwe perły leżą ukryte w otchłaniach gmaszysk ZUS.

Piotr Michał Kosmęda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *