Kiełbasa wyborcza z psa a’la maestro Patryk Jaki

500 plus to za mało, Pies plus lepszy

Zanim dotrzemy do głównego dania szefa kuchni, czyli kiełbasy wyborczej z psa, dwa słowa o 500 plus.

O tym, że Program 500+ jest wyłącznie programem o charakterze socjalnym i nie ma szansy spełnić pokładanej w nim roli, tj. poprawić demograficzną sytuację Polski pisałem tutaj:

https://pmkosmeda.pl/500-czy-sztuczna-macica/

W uzupełnieniu materiału sprzed dwóch miesięcy wypada odnotować, że kolejne dane dotyczące dzietności wydają się potwierdzać wyhamowanie trendu lekkiej zwyżki urodzeń, która notabene, moim zdaniem miała swoje źródło w lepszej sytuacji na rynku pracy, niż w samym programie 500+

Takie wnioski można wyciągnąć z danych przytaczanych tu:

 https://oko.press/morawiecki-nie-da-sie-przecenic-sukcesow-pis-w-walce-z-pulapka-demograficzna-oko-press-sukcesy-sie-skonczyly-wciaz-jestesmy-w-pulapce/

O sukcesie programu można by mówić, gdyby liczba urodzeń wzrosła do ok. 700 tys rocznie (obecnie oscyluje wokół 400 tys.), co dawałoby zachowanie populacji Polaków na niezmienionym poziomie. Kwota (oficjalnie, bo faktyczne koszty są większe ) 23 mld PLN odkładana rocznie na najmniejszy procent byłaby lepszą inwestycją  w emerytury przyszłych pokoleń, niż praktykowane rozdawnictwo.

Z efektami socjalnymi projektu trudno dyskutować, bo jest to klasyczny przykład (proszę wziąć pierwszy z brzegu podręcznik do ekonomii) sytuacji , w której Rząd chwali się tym, co widać (500 zł na dziecko do ręki), a udaje, że nie widzi, albo rzeczywiście jest nieświadomy tego, że te 500 zł plus  min. 20-30% dodatkowo na obsługę zostało ludziom zabrane, ergo – nie powstały miejsca pracy, ktoś nie dostał podwyżki, ktoś nie zainwestował w nową maszynę. Te drugie efekty są rozproszone, ale istnieją. Finalny efekt takich projektów jest zawsze negatywny.

Ostatecznie jedynym mierzalnym efektem programu 500+ jest wzrost poparcia dla PiS, który „daje”. Jak kończą się takie działania? Za odpowiedź wystarczy przypomnieć dekadę Gierka i biedę lat 80’ w Polsce, albo spojrzeć na dzisiejszą Wenezuelę.

Na tym tle warto odnotować inicjatywę kandydata na Prezydenta Warszawy, który zaproponował dofinansowanie w wysokości 1000 zł za adopcję psa lub kota. Traktując słowa Pana Patryka Jakiego poważnie zapytam: ile za rybki? Za chorego gołębia? Za chomika?

Moim zdaniem działanie Pana Jakiego opiera się na bardzo racjnalnej i chłodnej analizie. Chcąc wygrać wybory, należy przekonać do siebie wyborców. Obojętnie jak i czym. Robi to (niemal) każdy polityk. Dlatego nie rozumiem śmiechów i chichów z tej propozycji. Można nawet podziwiać polityka za kreatywność. Problem leży gdzie indziej.

Rozdawnictwo pieniędzy w tak funkcjonującej demokracji nigdy się nie skończy. Większość ludzi zawsze będzie chciała usłyszeć, że coś „dostanie”, nawet, jeśli ktoś uprzednio niepostrzeżenie wyciągnął te pieniądze z ich własnej kieszeni.

Propozycję zmiany tego stanu rzeczy zawarłem tutaj:

https://pmkosmeda.pl/nowe-prawo-wyborcze-egzamin-na-wyborce/

Piotr Michał Kosmęda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *