Czy jest alternatywa dla judeofilskiej polityki PiS?

Dorośnijmy: trzeba kłamać, oszukiwać, ćwiczyć się w cynizmie

 

Wiele szumu i emocji wywołała wczorajsza wypowiedź sekretarza stanu Mike’a Pompeo, który właśnie potwierdził, że Act 447 to nie żarty i Ameryka, jako bodyguard organizacji żydowskich i Izraela zamierza dokonać wymuszenia rozbójniczego na Polsce i Polakach. Jak bowiem inaczej odczytywać słowa:”I urge my Polish colleagues to move forward with comprehensive private property restitution legislation for those who lost property during the Holocaust era.”?

Odrzućmy emocje. Możemy irytować się, że Pompeo w przeddzień rocznicy powstania AK, wskazuje nam za wzór komunistę, żydowskiego “bojowca” Blaichmana, który na rękach ma krew AK-owców. Możemy. I co ? Co nam to przyniesie?

Dorośnijmy. Patrzmy chłodno. Jak, moim zdaniem, wygląda sytuacja?

1.Polska, chcąc pozostać w obozie proamerykańskim , musi zapłacić haracz prawdziwemu władcy Waszyngtonu (licentia poetica Pat Buchanan). I przyjmijmy to wreszcie do wiadomości.

O Act 447 pisałem od strony prawnej tu:

https://pmkosmeda.pl/akt-447-just-proba-prawnej-analizy 

A o politycznych jego skutkach tu:

Act 447 JUST – casting na zarządcę Polin?

2. Aktualnie trwająca konferencja jest oczywistym elementem żydowskiej polityki, Polska jest tutaj tylko wygodnym instrumentem, listkiem figowym wykorzystywanym do zakrycia brutalnej siły. Jest to zresztą oficjalnie deklarowane przez faktycznego gospodarza konferencji Benjamina Netanjahu, który stwierdził, że kraje uczestniczące w konferencji skupią się na “najważniejszym problemie dla naszego bezpieczeństwa, czyli na Iranie“.

3. Można krytykować PiS za serwilistyczną politykę, można utyskiwać, że nie jesteśmy niezależni. Można, tylko cóż to daje? Przyjmijmy rzeczywistość taką, jaka jest i działajmy w ramach istniejących ograniczeń, tak, jak choćby robił to najlepszy, moim zdaniem, Premier Rzeczpospolitej wszechczasów, zmarły niedawno, śp. Jan Olszewski. Polska nie jest niepodległa, niezależna. Jest na to, dziś, za słaba. Przywołując koncepcje Immanuela Wallersteina, mamy charakter peryferyjny lub, w najlepszym przypadku półperyferyjny. Mamy szansę nabrać cech rdzenia dla obszaru Międzymorza, ale to wymaga, przede wszystkim jednego – pieniędzy.

Dlatego tak krytycznie oceniam lewicowy rząd PiS , który hołduje  niszczącym Polskę ideom socjalizmu w gospodarce.

Wracając do polityki międzynarodowej i spadającej na PiS krytyki.

Jakie są alternatywy?

4. Wracając do Wallersteina: wydaje się, że z punktu widzenia Polski można by wskazać na trzy obszary rdzeniowe: Rosja, Imperium Germańskie zwane dla niepoznaki Unią Europejską, USA. Przyjrzyjmy się im.

5.Rosja.

Zgadzam się z tezą dr Jacka Bartosiaka, którą obszernie opisuje w książce „Rzeczpospolita.Między lądem a morzem”, że na obszarze Międzymorza historycznie mamy do czynienia z walką na śmierć i życie między Polską a Rosją. I inaczej nie będzie. Nie może być zgody między dwoma samcami alfa. Jeden musi się poddać lub zginąć.

Stosunek Rosji i Rosjan do Polski doskonale anlizuje prof. Andrzej Nowak, m. in. w książce „Uległość czy niepodległość”. Teza autora, poparta wieloma przykładami, jest jasna: Rosja nigdy nie pogodzi się z niezależnoscią Polski. Nigdy. I kropka.

Moim zdaniem, więcej o rosyjskiej duszy i ich stosunku do Polski, więcej niż jakiekolwiek analizy wypowiedzi rosyjskich polityków, powie znajomość i zrozumienie dwóch wierszy Puszkina „Oszczercom Rosji” i „Rocznica Borodina”.

https://obserwatorpolityczny.pl/?p=21393

https://ru.wikisource.org/wiki/Бородинская_годовщина_(Пушкин)

Czy możemy być zatem obszarem półperyfierii Rosji? Możemy, ale jest to jednokierunkowa droga, w ramach której nie ma szans na niezależność. Moim zdaniem nie jest to alternatywa.

6. Niemcy.

Czy możemy zdecydować się na podległość Berlinowi, jak twierdził jeden niemiecki entuzjasta, którego kariera wydaje się zawierać niejasne powiązania z agentami Stasi i BND, a który deklarował,że polskość to nienormalność?

Możemy. Zamiast nagana przy potylicy czeka nas pasiak w fabryce i rola prostego robotnika na rzecz niemieckiego Uebermenscha. Próbkę tego raju doświadczaliśmy w historii najnowszej w latach 90-tych XX wieku, gdy rząd w Warszawie pozwolił na wykupienie za grosze polskiego przemysłu, głównie na rzecz firm niemieckich.

Wydaje się, że wobec relatywnej słabości Niemiec, które są na tyle silne, by przewodzić Unii Europejskiej, lecz nie na tyle, by ją zdominować, tę alternatywę warto rozpatrywać, choć moim zdaniem nieuchronna rola gospodarczego poddostawcy nigdy nie pozwoli nam naprawdę rozwinąć się w tym układzie.

Wydaje się, że orientacja proniemiecka, oczywiście nie w wersji proponowanej przez Panów Tuska, Lewandowskiego czy Sikorskiego, zawiera w sobie pewien pierwiastek szans na rozwój Polski. Rozwój gospodarczy,ograniczony, ale może wystarczający i czekanie na bardzo prawdopodobny rozpad Niemiec pod wpływem wewnętrznych problemów etnicznych.

7. USA

W porównaniu z rosyjskim naganem i niemieckim buciorem, sojusz z USA ma szanse powodzenia. USA jest daleko, ale ma ważne interesy w  Europie i obszaru Międzymorza zupełnie odpuścić nie może. Wydaje się, że w zamian za amerykański parasol i kilkusetmiliardowy haracz na rzecz organizacji żydowskich, istnieje przestrzeń do rozwoju gospodarczego Polski. USA, inaczej niż Niemcy w ramach koncepcji Mitteleuropy, czy Rosja, ogarnięta imperialnym imperatywem, nie potrzebują Polski w sensie gospodarczym (możemy być odbiorcą gazu i broni, ale nie jest to kluczowe). Polska mogłaby więc – płacąc za „ochronę” rozwijać gospodarkę, wzmacniać się finansowo … i czekać. Delikatnie balansować.

Nie możemy tego robić, wbrew temu, co się podnosi , jak Orban. Orban za Karpatami nie boi się Rosji. My powinnismy. Nie możemy tego robić jak Erdogan. Turcja geopolitycznie ma dużo  więcej swobody i może flirtować z Rosją i ścierać się USA.

Polska, w zbliżającej się, czy raczej trwacjącej wojnie amerykańsko- chińskiej iwobec przetasowania w światowej polityce, musi wybrać. Moim  zdaniem, trzeba zachować się wreszcie rozsądnie, jak Miklos Horthy w latach 30-tych i 40-tych XX wieku – grać z Amerykanami, ale gdy podwinie się im noga, natychmiast zmienić front. Honor, wbrew temu, co mówił jeden polski zbrodniarz , który w w roku 1939 posłał Polaków na rzeź, by bronić guzika, nie ma żadnej wartości w polityce międzynarodowej, walutą jest siłą.

Jestem zdania, że PiS prowadzi politykę międzynarodową rozsądną. Nie wydaje się, by istniała realna alternatywa co do generalnego kierunku tej polityki. Może niezbyt zręcznie, nie dość cynicznie, nieco dziecinnie, ale , moim zdaniem, zmierza ona właśnie w dobrym kierunku. Oczekiwałbym więcej współpracy z Białorusią, Szwecją i Turcją, z którymi możemy tworzyć realna alternatywę wobec USA. Oczekwiałbym, by w zmieniającej się sytuacji raczej udawać obłąkanego jak legendarny cesarz Jizi (Qizi) lub Hamlet, uśmiechać się, ostrząc za plecami nóż i gromadząc dukaty w skarbcu. Udawać, po to, by w chwili kolejnego przetasowania, biorąc wzór bardziej z Dmowskiego i Deng Xiaopinga (Dokrtyna 24 znaków) niż Piłsudskiego, w odpowiedniej chwili ogłosić swe cele.

Trudne. Ale od tego są Wodzowie, by potrafili.

Piotr Michał Kosmęda

Karol Marks i Nikołaj Bucharin mieli rację – bogaćcie się!

Dlaczego miasta I Rzeczypospolitej podupadały?

Zawsze uwielbiałem czytać Pawła Jasienicę. Jestem wielkim fanem jego twórczości. Ostatnio, tym razem w wersji audio, odświeżyłem znajomość, niektórych fragmentów wielokrotnie, doskonałej „Polski Jagiellonów”. Wśród wielu tez autora, jak mantra przebija się przez utwór utyskiwanie, żal, że miasta polskie, zwaśnione, dbające o partykularne interesy każdego z nich nie potrafiły zadbać o interes stanowy, tak, jak robiła to szlachta. Teza ta zawsze mnie raziła mnie uproszczeniem, brakiem uzasadnienia.

Jestem zwolennikiem tezy, że to okoliczności gospodarcze determinują politykę. Nawet najgenialniejszy władca, pozbawiony materialnej bazy, nie zbuduje politycznej nadbudowy. Stąd moje, nieco przekorne, odwołanie się w tytule do K. Marksa. Przekorne, ale szczere, bo uważam, że Marks miał tu rację- nasze idee, również, a może przede wszystkim polityczne, determinuje baza materialnych zasobów i status.

Poniekąd podobną tezę można odnaleźć w pracy Perry’ego Andersona, Lineages of the Absolutist State, który analizując świat późnofeudalny zauważa, że feudalizm zawierał w sobie zalążki kapitalizmu (znów punkt dla K. Marksa!). Anderson twierdzi, że feudalizm gwarantował, wbrew obiegowym twierdzeniom i własnym ograniczeniom, silne rozproszenie władzy i pozwalał wskutek tego, zostawiał przestrzeń, dla rozwoju miast jako ośrodków handlu i wytwórczości. Późniejszy rozwój kapitalizmu, wskutek najpierw pojawienia się weksli, a potem dostępu do kruszców z Ameryki – uwolnił ten potencjał, pozwolił nasmarować tłoki przygotowanej wcześniej maszyny. Taki stan rzeczy miał miejsce, jak uważa autor tam, dokąd sięgała limes Rzymu, a może nieco dalej, ale w każdym razie nie poza granicę Łaby, Litawy i Dunaju, które do dziś oddzielają obszar Europy zachodniej i środkowo-wschodniej. Jest to też , w przybliżeniu granica, na której stanęły sowieckie wojska w roku 1945.

Odmienny status miały miasta poza tym obszarem (jako przykład podawany jest Konstantynopol), które były przede wszystkim ośrodkami władzy, a ich ranga mierzona była liczbą państwowych urzędników, którzy nie produkowali , jak dziś , tak wtedy, nic poza biurokracją.

Polska peryferyjność spowodowała, że miasta w Rzeczpospolitej i na Litwie rozwijały się słabo, głównie wskutek braku autonomicznego statusu i siły handlowo-produkcyjnej, bazującej na tradycji feudalizmu. Relatywna bieda stanu mieszczańskiego formatowała sposób myślenia i to mam na myśli odwołując się do Marksa – szereg czynników, który powodował ubóstwo mieszczan, kształtował ich sposób myślenia i ich sposób politycznej walki o swe prawa. Analizowanych przez Andersona wątków jest oczywiście więcej, wraz z kluczowym dla rozwoju kapitalizmu w Europie okresu odkryć geograficznych, ale ich omówienie wymagałoby formy naukowej rozprawy, a nie krótkiego wpisu na blogu.

Nawet jednak już taki rzut oka na rozważania Andersona pozwala na postawić tezę, że to nie skłócenie polskich miast, ale brak wolnościowego komponentu tradycji feudalizmu, na której budowano bogactwo, wytwórczego ducha produkcji i handlu był jednym z czynników słabości stanu mieszczańskiego w Polsce i przekrzywienia ustroju Rzeczypospolitej w kierunku szlacheckim, co później doprowadziło do jej upadku. Sięgając głębiej, oznacza to jedno: los państw opiera się na ich bogactwie, bogactwo pochodzi z wolnej wytwórczości i handlu, te zaś wymagają prawnego instrumentarium i tradycji autonomii jednostek, które potrzebują by rząd , obojętnie czy monarcha, czy demokratycznie wybrany zakrzyknął : laissez faire, laissez passer. Te zasady zbudowały potęgę Europy.

I tych którzy , jak nasz tow. Gomułka lat temu pięćdziesiąt, jego następca , dzielny górnik tow. Gierek, czy duchowy spadkobierca ich dzieła tow. Morawiecki, zachwycają się „komami i procentami” rosnącej produkcji gwoździ i zakrętek, należałoby zachęcić do spojrzenia z perspektywy longue duree, z perspektywy lat kilkuset. Bo to jest perspektywa, w której np. rosnąca produkcja zbóż w XVI wieku powinna była niepokoić, to jest perspektywa, w której planować powinien Wódz, aby nie wejść na atrakcyjnie wyglądającą ścieżkę, która za lat 100 czy 200 doprowadzi do upadku.

Piotr Michał Kosmęda

Zakaz handlu – PiS niszczy Polskę

Czy Premier Morawiecki jest ekonomicznym analfabetą czy robi to celowo?

O zakazie handlu w niedziele pisałem, niezwykle krytycznie tu:

https://pmkosmeda.pl/czy-narodowi-socjalisci-z-pis-zarzna-polske

Nie będę powtarzać argumentów, ale lektura ustawy prowadziła do wniosku, że jej konsekwencją będzie upadek małych sklepów i niszczenie polskiej gospodarki, a względne zwiększenie udziału w rynku dużych sieci spożywczych, utrata pracy i dorobku przez małych polskich przedsiębiorców.

Według danych Związku Przedsiębiorców i Pracodawców  do tej pory zbankrutowało ok. 16 tys. małych sklepów. Firma Euromonitor International ocenia, że w 2019 roku z rynku może zniknąć 5,2 tys. małych sklepów. Przybędzie natomiast tych dużych i supermarketów – o blisko 2 tys (https://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/prezes-zpp-ustawa-o-zakazie-handlu-w-niedziele-powinna,2602031,4199)

Powtarzanie kolejny raz słów Kisiela : „to nie kryzys, to rezultat”, biadolenie nad sytuacją niewiele wnosi, raczej skłania do wniosku, że jakakolwiek pisanina to głos wołającego na puszczy. I oczywiście – tego bloga nikt z decydentów nie czyta, ale przecież krytyki wobec ustawy było wiele w różnych miejscach.

Pytanie, które nie daje spokoju jest inne. Skoro skrajnie negatywne dla polskiej gospodarki skutki wprowadzenia ustawy widziałem ja kilka lat temu, gdy jeszcze nie weszła w życie (vide moje artykuły na portalu Radia Wnet), a nie jestem ekonomistą, to nie sposób uciec od zadania pytania: czy Premier Morawiecki nie rozumiał co robi? Jeśli tak, to znaczy, że jest ekonomicznym ignorantem, analfabetą i nie powinien piastować funcji, którą mu powierzono.

Jeśli natomiast wiedział co czyni i zrobił to świadomie, to nie sposób zadać pytania: w jakim celu i w czyim interesie to zrobił? Na pewno nie w interesie Polski i Polaków, czy w ogóle kogokolwiek zamieszkującego Polskę.

A w takim razie.. „kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, przemocą […] doprowadza inną osobę do rozporządzenia mieniem własnym lub cudzym albo do zaprzestania działalności gospodarczej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.” (art. 282 kk).

Piotr Michał Kosmęda

„Czy ja palę? Pani Kierowniczko, ja palę przez cały czas”

Dlaczego Unia Europejska musi upaść? Bo każdy papieros ma mieć GPS

Cytat w tytule pochodzi oczywiście z filmu „Miś”

(młodociani, link tu:

https://www.youtube.com/watch?v=2gdXnltqbPg )

Co skłoniło mnie do przywołania tej kultowej sceny? Czytając o perypetiach dotyczących implementacji kolejnej regulacji unijnej pomyślałem, że jednak PRL lat 70-tych XX wieku w porównaniu do Unii Europejskiej to jednak był raj wolności. Można było do woli palić, papierosy były po prostu produkowane i sprzedawane.

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem palenia, ale chciałbym, by palacze mogli palić do woli , tanio i bez problemów, choć z poszanowaniem wolności niepalących, tak, by ci ostatni nie byli zmuszeni do inhalowania tytoniowego dymu.

Jak jest dziś? Rząd właśnie deliberuje nad projektem ustawy wprowadzającej przepisy wykonujące tzw. dyrektywę tytoniową. Zgodnie z nią od 20.05.2019 każda paczka papierosów powinna mieć unikalny kod, by móc ją skanować i śledzić jej drogę od fabryki do sklepu. Bez kodu papieros nie może wyjechać z fabryki. System polega na  rejestracji producentów, linii produkcyjnych, importerów, dystrybutorów, punktów detalicznych i śledzenia produktów na całej ich drodze od chwili wyprodukowania do chwili sprzedaży. Kolejne podmioty mają rejestrować chwilę, gdy wejdą w posiadanie paczki papierosów do chwili się ich wyzbycia. Sklep sprzedający wyroby tytoniowe będzie musiał zarejestrować się w systemie śledzenia.

Szkoda czasu na analizowanie uzasadnienia wprowadzania takich regulacji.

Państwa, imperia upadają nie dlatego,  że są podłe, że gnębią swych poddanych, nie dlatego, że władza hołduje zbrodniczej ideologii.

One bankrutują.

Unia Europejska, w której ilość absurdalnych przepisów rośnie wraz z postępem stachanowskiego trudu eurokratów, musi pod ciężarem tych przepisów upaść. Po prostu zbankrutuje.

To nie jest dobre dla Polski. Nie kibicuję upadkowi UE, ale patrząc na to co się dzieje, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że to , co ważne dzieje się w Waszyngtonie, Pekinie, Tokio, na Pacyfiku, niechby i w Moskwie…

A w Brukseli, Strasbourgu … bal na Titanicu trwa…

Piotr Michał Kosmęda

Ps.

W 2003 roku jeden Fin spytał mnie dlaczego jestem przeciwny wejściu Polski do UE. Dziś widzę, że moja odpowiedź była przedwczesna, choć, wydaje się słuszna.Odparłem:”Why should I join the sinking ship?”

 

 

Mowa nienawiści, czyli knebel w rękach totalniaków

„Prawda jest mową nienawiści dla tych, którzy mają coś do ukrycia”

(G. Orwell).

Morderstwo Pana Prezydenta Adamowicza, wśród wielu następstw, spowodowało również ożywioną debatę, czy może raczej agresywny atak w przedmiocie używania tzw. „mowy nienawiści” i potrzeby regulacji tej kwestii.

Prawo polskie nie zawiera definicji „mowy nienawiści”. Przepisem, którego norma reguluje zakres swobody wypowiedzi jest art. 212 par 1 kk, stanowiący, że ten, „kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.” Ściganie tego przestępstwa następuje z oskarżenia prywatnego.

Wydaje się, że na tym można by temat zakończyć, bo cóż tu jeszcze dodać czy ująć? Cóż tu jeszcze regulować?

Mamy jeszcze art. 256 par 1 kk, dość absurdalny przepis, zakazujący publicznego propagowania faszystowskiego lub inny totalitarnego ustroju państwa lub nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość. Przepis zresztą częściowo martwy, bo o ile wyjść na ulicę ze swastyką na fladze nie można, to Lenin lub sierp i młot nie powoduje (a powinien wedle wskazanej normy) żadnej reakcji organów. Osobiście jestem za tym, aby każdy rodzaj ideologii można było propagować, również ten, z którym się nie zgadzam.

Jest przepis art. 31 Konstytucji RP, chroniący wolność wypowiedzi, czy art. 23 kc, dotyczący dóbr osobistych. To wszystko, to już dużo za dużo, tylko w krajowym porządku.

Po co więc regulować coś jeszcze?

Wydaje się, ze celem nie jest ochrona wolności, ale nałożenie knebla na debatę publiczną. Wprowadzenie rozwiązań, których domagają się marksiści oznaczać będzie, że zakazane stanie się np. krytykowanie islamu samego w sobie, imigracji, homoseksualizmu, zwłaszcza, że mową nienawiści może stać się nawet „brak słownej akceptacji” (vide podręcznik Fundacji Batorego), czyli coś więcej niż nietolerancja – zwyczajnie celem jest zmuszenie nas, by akceptować – już nie tylko tolerować-  to, czego nie akceptujemy lub zwyczajnie nie lubimy, mamy inne zdanie. Warto zwrócić uwagę, że w publikacjach marksistów, promujących walkę z “mową nienawiści” jako przykłady grup zagrożonych tym zjawiskiem wyróżnia się np. feministki, ruchy LGBT, środowiska żydowskie,. Nie spotkałem się, aby wskazywano tak oczywiste i  rzeczywiste (w przeciwieństwie do wyżej wymienionych – wyimaginowanych) grupy, jak np. otyłe dzieci w szkole, dzieci noszące aparat ortodontyczny czy leworęczni. Celem jest zamiana pojęć i walka z kulturą. Jest to, moim zdaniem, dalsza część projektu rewolucji marksistowskiej prowadzonej metodami Gramsciego.

Wszystko to doprowadzi do stanu, z którym mieliśmy do czynienia w ustrojach totalitarnych typu PRL, III Rzesza, ZSRR – gdzie niedozwolona będzie krytyka tego, co zdecydują jakieś grupy będące u władzy. Z podobną obłudą mamy do czynienia w debacie politycznej np. w Niemczech, gdzie wypowiadanie niektórych sądów w debacie jest niemożliwe.

Piotr Michał Kosmęda

Dlaczego mógł zginąć Prezydent Adamowicz?

Więcej logiki, mniej emocji

Zastanawiałem się intensywnie czy zamieścić taki wpis, bo wiem, że to, co napiszę, może wywołać (zakładam optymistycznie, ze ktoś przeczyta:-)), mówiąc nowomową – „hejt”, zwłaszcza ze strony tych, którzy „nienawidzą nienawiści”, „wierzą w dobro”, zalecają „kochać a nie walczyć’. Tak, to piękne ideały, wspaniałe emocje i w większości to zapewne dobrzy, acz często naiwni – w sensie politycznym (bo nie w sensie życiowym) – ludzie. Towarzysz Ulijanow mawiał o nich „ полезный идиот”.

Być może spotka mnie taka fala pouczeń, jaka spotkała mojego kolegę, który nazwał zmarłego Prezydenta Adamowicza „homoparadną łajzą”. Katolicy napadli na niego z krzykiem, że tak nie wolno. A dlaczego? Przecież Pan Prezydent Adamowicz chadzał na parady homoseksualne. Określenie „homoparadna łajza” jest faktycznie nacechowane nieco pejoratywnie, ale tak naprawdę określa właśnie aktywność zmarłego, kogoś kto „łaził”  w „paradach homo”. To już nie można mówić jak było? Nie można być, drodzy katolicy gorącym lub zimnym? Nie można mówić tak-tak, nie-nie? Nie można naśladować Chrystusa, który powywracał stoły kupcom w świątyni? Mamy być letni, milusińscy, kochający a’la Lennon? Akceptować wszystko? Ok. sam nie użyłbym takiego określenia, ale zacytuję Woltera (dość paskudny typ, ale ten cytat wartościowy):” Nie zgadzam się z tobą, ale zawsze bronił będę twego prawa do posiadania własnego zdania.”

Nie wierzę w przypadkowe śmierci Prezydentów. Tak, to oczywiście możliwe, że po prostu wariat, psychopata, przypadek. Dowiemy się kiedyś, może nigdy.

Nie, nie oceniam. Nie, nie próbuję być mądrzejszy i nie twierdzę, że mam rację. Nie wiem jak było. Nie wiem jaka jest prawda. Postanowiłem zabrać głos chyba z irytacji, bo trudna do zniesienia jest ta fala bezrozumnych emocji, która przetacza się przez nasz kraj. Śmiem twierdzić- fala sterowana.

Zakładając, że była to akcja zaplanowana, należy zadać najprostsze pytanie, które stawiali Rzymianie: cui bono?

Patrząc po reakcji PiS – nie mieli z tym nic wspólnego. Totalne zaskoczenie. Zresztą ewidentnie nie jest im to na rękę.

Komu ten fakt sprzyja? Niewątpliwie Imperium Niemieckiemu. Walka w nowym rozdaniu światowym zaostrza się i tu nie ma podłości, której odpowiednie służby nie zrobią dla osiągnięcia celu.

Vide mój wpis z 18.01.2019:

https://pmkosmeda.pl/imperium-germanskie-kontratakuje/

Po pierwsze, śmierć Pana Adamowicza ma szansę windować w górę notowania Platformy Obywatelskiej.

Po drugie, i to już tylko domysł, wręcz spisowa teoria – być może Pan Adamowicz za dużo wiedział. Wokół Donalda Tuska zaczyna zaciskać się pętla podejrzeń, poszlak, które wskazują, na jego faktycznych mocodawców. Kto czytał Wojciecha Sumlińskiego „Niebezpieczne związki Donalda Tuska” – ten wie, o czym piszę. Nie wiem jak jest, ale próbuję dodawać 2+2…

http://multibook.pl/pl/p/Wojciech-Sumlinski-Niebezpieczne-zwiazki-Donalda-Tuska/9538

Pan Adamowicz nie zdradzi już żadnej tajemnicy, żadnego skrywanego faktu kolegi z Gdańska.

Mniej prawdopodobne, że śmierć Pana Adamowicza miała przykryć aferę Huawei, co wskazywałoby na wywiad chiński. Tenże, w szerszej perspektywie (patrz planowana konferencja „irańska” w lutym w Polsce, Polska jako amerykański „chłopiec na posyłki” itp.) mógłby jednak mieć też na celu osłabienie frakcji proamerykańskej i proizraelskiej- czyli PiS.

Nie można wykluczyć, że Pan Adamowicz, na którym ciążyło wiele podejrzeń, mógł wplątać się w zwyczajne mafijne porachunki, choć to raczej mniej prawdopodobne.

Nie jestem specem od planowania tego typu akcji, ale wypowiedzi tych, którzy się znają, wskazują, że okoliczności śmierci, sposób jej przygotowania, użycie odpowiedniej broni w sposób taki, by zabić – wskazują, że nie był to jakiś pierwszy z brzegu rzezimieszek, ale ktoś , kto dokładnie wiedział co i jak zrobić. To poważna poszlaka, która wskazywałaby na zaangażowanie profesjonalistów.

Oczywiście nie wiem jak było. Nie wiem dlaczego zginął Pan Adamowicz. Nie pokuszę się nawet o postawienie jakiejś tezy. Wszystko powyższe to tylko czyste domysły. Chciałbym jednak uciec od emocjonalnego wrzenia, którego jesteśmy częścią. Zamiast chłodno analizować co mogło być przyczyną, mamy do czynienia z bełkotem medialnym o „odpowiedzialności klasy politycznej”, „mowie nienawiści” i innych , zupełnie nieistotnych tematach. Jestem głęboko przekonany, że prawda leży gdzie indziej. I nie dojdziemy do niej przekrzykując się kto jest lepszym Polakiem, kto bardziej kocha, a kto bardziej nienawidzi.

Swoją drogą, nie słyszałem, aby ktoś obciążał śmiercią Pana Adamowicza osobę, która chyba była odpowiedzialna za zapewnienie bezpieczeństwa imprezy, czyli głównego celebransa nowej religii Jerzego O. Czy to nie jemu należałoby przede wszystkim postawić zarzut, zamiast żałować jego “honorowej”(?) decyzji o rezygnacji z funkcji?

Spierajmy się, ale zanim zaczniemy się kłócić, oskarżać, w emocjach deliberować i palić świeczki w hołdzie, poświęćmy chwilę refleksji nad (znów ci nieocenieni Rzymianie) starą paremią : „divide et impera” i sprawdźmy, czy rzeczywiście trzymamy kierownicę naszych emocji. Warto zastanowić się, co robi ten gość w czarnym płaszczu na tylnym siedzeniu… Czasem mam wrażenie, że szepce: ”No weź, nie wygłupiaj się, zerwij to jabłko”

Piotr Michał Kosmęda

 

ps.

02.02.2019

Po przeczytaniu kilku komentarzy, zarzucających mi brak uczuć, nieprzeżywanie żałoby, nieuszanowanie tejże – dwa słowa addendum:

1.Tak, ja nie przeżywam żałoby po tragicznie zmarłym P. Adamowiczu. Żałobę może przeżywać ktoś bliski. Współczuję rodzinie, ale też mam świadomość, że żadne słowa nie mają wielkiego znaczenia w takiej sytuacji. Zwłaszcza z mojej strony.

2. Powyższy tekst nie jest wyrazem nieposzanowania żałoby. Zresztą – to już mocno prywatna opinia – sposób przeżywania żałoby przez żonę zmarłego, która w sposób dość ordynarny (słowo użyte celowo) uprawia politykę na świeżym grobie męża , wskazuje, że albo tej żałoby nie przeżywa, albo tak reaguje psychicznie na okoliczności. Każdy ma prawo do swoich reakcji. Nie miejsce i czas, i nie moja sprawa, by pochylać się nad psychologicznym rozbiorem sytuacji.

3. Brak uczuć: ten blog to nie miejsce, w którym mam zamiar uzewnętrzniać swoje uczucia i emocje. To miejsce do analizy społecznej rzeczywistości – tak, jak ja ją, w swym ludzkim, nieudolnym, ograniczonym postrzeganiu widzę. Polityka to nie miejsce dla emocji i uczuć. Każdy pięknoduch, który tego nie zrozumie będzie mięsem armatnim dla polityków.

4. Celem tej pisaniny jest odzierać politykę z uczuć. Próbować dotrzeć do faktycznych treści, bo jedynie prawda jest ciekawa. I prawda ma moc wyzwalającą. Jeśli ktoś woli zaburzać postrzeganie fałszywymi emocjami, suflowanymi przez polityków, po to , by łatwiej było manipulować, to  – znów moja mocno prywatna, ktoś uzna, że zarozumiała, opinia – cytując Stanisława Staszewskiego – “wśród tylu różnych dróg przez życie, każdy ma prawo wybrać źle”.

Imperium Germańskie Kontratakuje

Niemcy nauczą Europę wolności – czas na Polexit?

Parlament Europejski przegłosował 17.01.2019 swoje stanowisko związane z propozycją powiązania dostępu do funduszy europejskich ze stanem „praworządności” w danym państwie. Projekt zakłada dalece arbitralną ocenę stanu rządów w danej prowincji Eurolandu. W praktyce Komisja będzie zupełnie dowolnie mogła stosować wskazane sankcje.

Patrząc okiem prawnika – jest to wyraz skrajnej pogardy dla prawa w rozumieniu poszanowania dla klasycznych, rzymskich zasad jasności, przejrzystości, o czym z powagą uczono mnie na pierwszym roku studiów. Tego typu prawo („lewo”?) to raczej hołd faszystowsko-komunistycznej zasadzie „dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”, gdzie prawo służy jako element dekoracji,  by mord przystroić listkem figowym kary śmierci, kradzież nazwać wywłaszczeniem, a niewolę – odosobnieniem. Orwell w pełnej krasie.

Oficjalny europrzekaz opiera się na założeniu, że „szacunek dla naszych wspólnych wartości jest filarem, na którym zbudowaliśmy projekt europejski, żaden rząd nie może naruszać tych wartości bez ponoszenia konsekwencji.”- twierdzi hiszpańska socjalistyczna europosłanka Eider Gardiazabal Rubial.

Nie warto specjalnie pochylać się nad tego typu wypowiedziami, może poza konstatacją, że tzw. „wartości europejskie” w rozumieniu  eurokraktów to wartości stricte komunistyczne, bazujące na kulturowym marksizmie, będące zaprzeczeniem tego, na czym Europa została zbudowana, czyli klasycznej triady greckiej filozofii, rzymskiego prawa i chrześcijaństwa.

Vide doskonała książka D.Rozwadowskiego „Marksizm kulturowy”

http://multibook.pl/pl/p/Dariusz-Rozwadowski-Marksizm-kulturowy.-50-lat-walki-z-cywilizacja-Zachodu/9484

„Wartości europejskie” to, moim zdaniem idee, które w praktyce muszą Europę zniszczyć, doprowadzą do zawładnięcia Europą przez muzułmanów, którzy stanowią cywilizjację żywotną i przywiązaną do swych zasad, w przeciwieństwie do „uwiądu staruszki” Europy.

Oczywiście nie należy przejmować się sztafażem i wypowiedziami eurokraktów, a poszukać prawdziwych przyczyn. Wydaje się, że krok ten, patrząc długoterminowo, jest elementem konsekwentnej niemieckiej polityki podporządkowywania sobie Mitteleuropy, do czego wszak powołana została Unia Europejska. W perspektywie średnioterminowej, ale istotnej, wobec zmiany ładu światowego i trwającej wojny amerykańsko-chińskiej, jest to element walki niemiecko-amerykańskiej. Warto zwrócić uwagę na wywiad ambasadora USA w Niemczech Richarda Grenella, który ostrzegł niemieckie firmy zaangażowane w projekt Nord Stream 2 przed sankcjami ze strony Waszyngtonu- jest to wyraźny sygnał amerykańskiego sprzeciwu wobec niemiecko-rosyjskiego zbliżenia.

Międzynarodowa układanka jest skomplikowana, a gra w nowym światowym rozdaniu trwa. Z punktu widzenia Polski zdarzenia te należy traktować jako element negocjacji amerykańsko-rosyjsko-niemieckich o panowanie nad obszarem między Bugiem a Odrą, który jest kluczowy dla panowania nad światową wyspą euroazjatycką, będąc, z punktu widzenia amerykańskiego, strefą wejściową do Heartlandu , a z punktu widzenia Rosji , jedną z bram , przez jaką państwa rimlandowe mogą Rosję zaatakować. W Ameryce wciąż żywe są teorie Mackindera i Spykmana, przywrócone w Polsce do publicznej debaty przez Jacka Bartosiaka.

Polska już w tej chwili jest zmuszana do zajmowania określonego stanowiska, zresztą nie jedyna – warto przypomnieć casus nacisków amerykańskich na Australię i torpedowanie przez Waszyngton jej zbliżenia z Pekinem. Dobrze byłoby, aby polska podmiotowość okrzepła na tyle, abyśmy musieli i mieli możliwość wybierać między ładem waszyngtońskim, niemieckim buciorem przy twarzy czy sowieckim naganem przy potylicy. Może zatem pogłoski o Polexicie to nie tylko pogłoski.. Dobrze by było, byśmy uzyskali choć cień samodzielności, bo choć każde z powyższych oznacza jakiś rodzaj zależności, to trzeba tutaj pochwalić rządzący PiS, że wybór wolności a’la Ameryka jest lepszy niż alternatywy braci zza Odry czy ze wschodu. Gorzej dla Polski, jeśli wyboru mieć nie będziemy, a jak worek ziemniaków przerzucą nas ze strefy amerykańskiej do germańskiej lub sowieckiej, w zamian za jakiś deal na Pacyfiku…

 

 

Piotr Michał Kosmęda

 

 

Uszczelnianie podatków, czyli dokręcanie śruby..

Czy Pani Minister Czerwińska słyszała o krzywej Laffera?

Nie pierwszy raz Pani Minister Finansów Teresa Czerwińska wypowiada się kompetentnie na temat szczelności systemu podatkowego. W ostatniej wypowiedzi zwraca uwagę na niewątpliwe sukcesy Rządu – na ograniczenie narastania deficytu budżetowego, który w roku 2017 wyniósł 25,4 mld i był o 33,9 mld mniejszy od założeń ustawy budżetowej. Ponadto Rząd ograniczył lukę w ściągalności VAT o kolejne 6% (z ok. 20% do14% teoretycznych wpływów).

Pani Minister zwraca też uwagę, że „ja osobiście nigdy nie odważę się powiedzieć, że już zrobiliśmy wszystko i kończymy z uszczelnianiem”, choć wprowadzano JPK_VAT i mechanizm podzielonej płatności.

Te wszystkie teoretycznie pozytywne informacje mają jedną podstawową wadę. Oczywiście szczelny, uczciwy system podatkowy jest potrzebny, oczywiście budżet Państwa musi posiadać środki, by finansować to, co finansować się powinno. Problem w tym, że niezmiennie odnosi się wrażenie, że osoby kierujące Ministerstwem Finansów żyją w oderwaniu od prawdziwego świata, w którym doskonale sprawdza się teoria Artura Laffera dotycząca zależności między wysokością stawki podatkowej a poziomem wpływów do budżetu. Mimo głosów krytycznych i polemicznych (trudność określenia kształtu krzywej ex ante, jej zmienność w czasie, zależność od miejsca prowadzenia działalności), ogólne założenie jest, moim zdaniem, słuszne. Czy Rząd bierze je pod uwagę? Teoria Laffera sprawdza się empirycznie w dłuższych okresach, więc odpowiedź na pytanie, czy „przykręcanie śruby” przez MinFin poskutkuje zmniejszeniem wpływów do budżetu (wskutek przenoszenia opodatkowania za granicę, ucieczki w szarą strefę), możemy poznać już w tym, 2018 roku, lub w roku następnym.

W tym kontekście pytanie w subtytule ma charakter prowokacji a prawdziwe pytanie brzmi: czy Rząd dba o rozwój Polski, czy hołduje zasadzie „Po nas choćby potop” , a celem jedynym jest zwycięstwo w następnych wyborach, kupione kiełbasą wyborczą sfinansowaną z wyższych wpływów podatkowych?

Piotr Michał Kosmęda

Jesteś właścicielem nieruchomości? Tak Ci się tylko wydaje

Ograniczenia prawa własności

Prawo własności, w szczególności prawo własności nieruchomości nie ma charakteru absolutnego. Zgodnie z art. 140 kodeksu cywilnego właściciel może, z wyłączeniem innych osób, korzystać z rzeczy zgodnie ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem swego prawa, ale jedynie  „w granicach określonych przez ustawy i zasady współżycia społecznego”

Ograniczenie tego prawa znajduje się m. in. w przepisie art. 124 us.t 1 i 3 ustawy o gospodarce nieruchomościami, zgodnie z którym starosta, może ograniczyć, sposób korzystania z nieruchomości przez udzielenie zezwolenia na zakładanie i przeprowadzenie na nieruchomości ciągów drenażowych, przewodów i urządzeń służących do przesyłania lub dystrybucji płynów, pary, gazów i energii elektrycznej oraz urządzeń łączności publicznej i sygnalizacji, jeżeli właściciel lub użytkownik wieczysty nieruchomości nie wyraża na to zgody.

Praktyczny problem w stosowaniu powyższych przepisów napotkał jeden z właścicieli nieruchomości z Przasnysza, który nie chciał zgodzić się na nieokreślone czasowo korzystanie z jego działki przez PGE Dystrybucja SA, która zamierzała przeprowadzić konserwację i naprawę linii energetycznej. O ile WSA przyznał rację właścicielowi, to NSA w wyroku z 18.07.2018r. (I OSK 2268/18) orzekł, że „wykładnia systemowa całego rozdziału ustawy o gospodarce nieruchomościami pozwala na stwierdzenie, że zajęcie działki, bez ustalania ram czasowych tego przedsięwzięcia jest zgodne z prawem”.

O ile można zgodzić się z logiką wywodu Sądu, o tyle należałoby zaproponować wniosek de lege ferenda, aby następna nowelizacja ustawy o gospodarce nieruchomościami uwzględniła dart. 124. Wykładnia NSA prowadzi do niedopuszczalnej sytuacji, w której właściciel faktycznie pozbawiany  jest władztwa i możności korzystania z nieruchomości w sposób nieokreślony i od niego niezależny. Przypomina to praktyki rodem sprzed lat wielu…

Piotr Michał Kosmęda

Big Brother is watching you…

Silne służby specjalne i wydajna gospodarka – tylko to się liczy

Od co najmniej kilku lat trwa dyskusja na temat braku kontroli nad korzystaniem, a zapewne tez nadużywaniem, przez służby  specjalne tzw. metadanych, tj. w szczególności z danych telekomunikacyjnych i bilingów.

Już 4 lata temu, wyrokiem z dnia 30 lipca 2014 r. (sygn. akt K 23/11) Trybunał Trybunał Konstytucyjny orzekł o niezgodności z Konstytucją sytuacji, w której brak jest kontroli nad pozyskiwaniem przez służby wskazanych informacji.  Rozwiązać problem miała tzw. „ustawa inwigilacyjna”, czyli Ustawa z dnia 15 stycznia 2016 r. o zmianie ustawy o Policji oraz niektórych innych ustaw, zobowiązująca służby do przekazywania raz na pół roku zbiorczej informacji o tym , jak często takie dane są wykorzystywane.

Po dwóch latach ustawa, czy raczej sposób jej stosowania, podlegają krytyce. Na podstawie danych przekazywanych przez policję trudno ustalić cokolwiek, a tym bardziej skontrolować, a skala inwigilacji jest ogromna. W roku 2017 policja skorzystała z miliona dwustu tysięcy danych telekomunikacyjnych. Czy coś się zmieni? Nie sądzę. Rzecznik Praw Obywatelskich wycofał swój wniosek do TK. Sejm i Senat same z siebie się tematem nie zajmą.

W świecie jest tak samo. Vide:

Świat zawsze był i pozostanie taki. Kontrola daje władzę. W tym kontekście wszelkie republikańskie bajania o obywatelskim społeczeństwie, demokracji i tego typu opowieściach o żelaznym wilku są ciekawymi historyjkami. Prawdziwa władza jest tu. „Wybory”, rewolucje itp. nie mają znaczenia. Tak długo, jak system jest ekonomicznie wydolny, by sprawować kontrolę, tak długo trwa. Liczy się zatem wydajna gospodarka i silne służby, które będą miały interes w utrzymaniu podmiotowości państwa, które im płaci.

Piotr Michał Kosmęda