Quo vadis Europo?

Konflikt Warszawa- Bruksela czyli gdzie szukać źródeł i szans przetrwania Europy Zachodniej?

W dobie wciąż tlącego się, czy raczej nieustannie podsycanego w Berlinie ognia konfliktu na linii Warszawa – Bruksela, dominują komentarze dwojakie. Z jednej strony, dość powierzchowne, mówiące o tym, że to „totalna opozycja” nie potrafiąc sformułować żadnego programu pozytywnego, ima się wszelkich środków i niczym Targowica, próbuje na cudzych bagnetach objąć w imieniu pruskim namiestnikowanie nad Wisłą. Druga, mówiąc nowomową , narracja, z drugiej strony barykady, jest taka, że to faszystowski „Kaczor” winien wszystkiemu i w ogóle to wstyd na cały świat, a Polska się wali i pali. Jedno i drugie w jakimś sensie jest prawdą – „totalniacy” spod sztandarów PO, Nowoczesnej, SLD czy PSL, których przecież ideowe i finansowe korzenie sięgają komunistycznej bezpieki, faktycznie demokracji nie rozumieją, bo z mlekiem matki wyssali demokrację socjalistyczną, którą zaprowadza się knutem i zomowską pałką. Partia „narodowa”, czyli PiS, stanowiąca kopię piłsudczykowskiej Sanacji, faktycznie może, gdyby popatrzeć na program, budzić pewne skojarzenia z NSDAP, choć oczywiście ani metody działania, ani ich natężenie do takich porównań nie uprawniają.

Warto jednak spróbować spojrzeć na ten konflikt nieco z oddali, choćby podjąć próbę, by zgodnie z motto u góry rzucić okiem sub specie aeternitatis.

Moim zdaniem, choć jest to zdanie przynajmniej częściowo zapożyczone od prof. Davida Engelsa oraz George’a Friedmana, mamy do czynienia z czymś więcej niż niemiecką próbą dominacji nad Polską. Europa pokarolińska znajduje się w fazie nieco podobnej do późnej republiki rzymskiej, a więc do okresu ok. I w przed Chrystusem (a nie do fazy schyłkowej Rzymu, jak to się często dziś twierdzi). Zbieżności jest aż nadto: wielki kryzys demograficzny, masowa imigracja, kryzys tradycyjnej rodziny, duża ilość rozwodów, napływ prądów religijnych ze wschodu, terroryzm. To wszystko już było, naprawdę historia kołem się toczy. Ten wewnętrzny rozkład pokazuje bezradność Zachodniej Europy i jej prawnego instrumentarium w postaci Unii Europejskiej, w której zaczynają dominować tendencje autorytarne. Jest to naturalne w dobie stagnacji gospodarczej  – jak przytomnie zauważa George Friedman Europa nadal nie uporała się z kryzysem lat 2007-2008. Zaczynają dominować partie populistyczne. Na Zachodzie,nie w Polsce.

Wydaje się, że tak jak to opisywał sto lat temu Spengler, następuje zmierzch zachodu, który odciął się od swych korzeni : zarówno chrześcijańskiej wiary, na której został ufundowany, jak i rzymskiego prawa, które stanowiło formalny gorset, a przekształcone zostało w tragikomiczny bełkot prawny eurokratów, a także greckiej filozofii, której ideałem było dążenie do prawdy, dziś niemożliwe w szponach totalniackiech  zapędów noekomunistów z Pokolenia ’68.

Jak zauważał genialnie ponad sto lat temu Feliks Koneczny, walka kultur nie może skończyć się remisem i syntezą, bo nie ma złotego środka pomiędzy dwoma etycznie sprzecznymi stanowiskami (np. szacunek dla kobiety w kulturze chrześcijańskiej i poniżenie kobiet w prawie szariatu). Jedna z etyk musi zwyciężyć. Europa, jak twierdzi prof. Engels, jako jedyna zatraca swój charakter, jako jedyna w globalizującym się świecie, gdyż wszędzie indziej dochodzi do odradzania się zdrowych nacjonalizmów.

Rację ma zatem Guy Verhofstadt, mówiąc, że „problemem jest, że polski rząd odmawia uznania tego, że europejskie reguły obowiązują także Polskę”, choć oczywiście, moim zdaniem ośmiesza się twierdząc że „ma problem tylko z polskim rządem, który sądzi, rząd mając większość, może robić, co mu się podoba.” Ośmiesza się, bo przecież rządy większości to sól demokracji i w swej naturze mają dyktaturę większości nad mniejszością. Rację ma natomiast, bo Polska i Polacy w swej większości nie chcą przyjąć „europejskich reguł”, widząc, ze reguły te oparte są na zbutwiałych, zdegenerowanych postawach sytych bezideowych sybarytów, dla których priorytetem jest zaspokajanie najbardziej podstawowych ludzkich potrzeb, dla których sfera sacrum jest niezrozumiałym eksponatem muzealnym, a ich wola przetrwania dawno już nie odnosi się do idei, a dotyczy jedynie egoistycznie pojmowanego komfortu własnego, jak to nazywa prof. Nowak – trwania od urodzenia w “dostatniej poczekalni do śmierci”.

Zupełnie innym czynnikiem, stricte geograficznym i przyziemnym, który wywiera duży wpływ na codzienność Eurpoy Zachodnej  jest schyłek trwającego prawie 500 lat dualizmu na Łabie. Słabnięcie Altantyku, wobec przeniesienia osi świata na Pacyfik będzie prowadziło do gospodarczego więdnięcia pokolumbjskich potęg.

Trudno przewidywać co będzie dalej, ale obserwując odradzanie się chrześcijańskich, małych, ale silnych duchem wspólnot, zwłaszcza we Francji, wydaje się, że w sytuacji masowej imigracji i dominacji kultur obcych, to chrześcijaństwo, przetrwałe w kulturze, może stać się znów źródłem odrodzenia tożsamości Europy. W kontrze do etyk obcych, Europejczycy mogą znaleźć poczucie wspólnoty zakrzyknąwszy „My, chrześcijanie!”. Z relacji polskich księży we Francji wynika, że ten proces, powolnego powrotu do Kościoła i wiary, przybiera na sile, a źródło swe ma w kulturze – ludzie twierdzący, że nie wierzą w Boga, chrzczą siebie i dzieci, „bo tak robił pradziadek, dziadek  i ojciec”.

Idąc w mistykę należałoby pociągnąć paralelę do Rzymu dalej… i chronologicznie oczekiwać przyjścia Mesjasza, który odmieni Świat. Odrzucając mesjanistyczne ciągoty, tak głęboko, przynajmniej do romantyzmu zakorzenione w naszej polskiej kulturze i świadomości, pozostańmy przy konstatacji, że pokarolińska Europa jest w momencie przesilenia, a nowy ład na Zachód od Łaby, będzie moim zdaniem oparty na islamie. Jeśli tradycyjne wartości europejskie znajdą swoje przetrwalniki w małych wspólnotach, to niczym pierwsi chrześcijanie Nowi Europejczycy podejmą kiedyś rekonkwistę. Tyle, że dziś wróg znacznie dalej niż w Granadzie, a asturyjskich Pelagiuszy czy Rolandów broniących wąwozu Roncevaux, jak na razie, niewielu.

Piotr Michał Kosmęda

Nowe prawo wyborcze i rządy filozofów: egzamin na wyborcę

Psychologia behawioralna wskazuje kierunek rozwoju demokracji?

Moje krytyczne uwagi wobec polityków, tudzież utyskiwania na jakość tzw. „klasy politycznej” zawarłem tu:

https://pmkosmeda.pl/dlaczego-prawdziwy-wodz-nie-sprzata-rozlanej-kawy/

Łatwo się krytykuje. Trudniej o program pozytywny. Aby nie pozostawać przy pustym narzekaniu – szkic programowy poniżej. Czytaj dalej Nowe prawo wyborcze i rządy filozofów: egzamin na wyborcę

Akt 447 (JUST) – próba prawnej analizy

Jakie są prawne konsekwencje aktu dla Polski?

„Justice for Uncompensated Survivors Today (JUST) Act of 2017” może być, niestety, przykładem, jak należy stanowić prawo, które ma być skuteczne, a jednocześnie na tyle krótkie, że mieści się na kartce A4. O ustawie powiedziano wiele, a bulwersujących wypowiedzi, jakie usłyszeć można było od Ministra Czaputowicza lub wicepremiera Gowina, według którego zapisy ustawy nie dają żadnych narzędzi nacisku na polski rząd, a jedynie możliwość monitorowania sytuacji – z grzeczności komentować nie wypada.

Spójrzmy krótko na JUST oczami prawnika: Czytaj dalej Akt 447 (JUST) – próba prawnej analizy