500 + czy „Sztuczna Macica +” ?

Jak rządzący swym sztandarowym programem przyspieszają depopulację i dlaczego należy zlikwidować ZUS

 

Pierwszy wpis, pierwsze słowa na tej stronie, pod cytatami dwóch wizjonerów, powinny być choćby próbą spojrzenia, może nie sub specie aeternitatis, bo to niedościgniony ideał, ale w poszukiwaniu prawdy nieco bardziej istotnej, niż to, kto wygra następne wybory i ile ton prawnej makulatury wyprodukuje Sejm do końca kadencji.

Co jest dla nas, żyjących tu, miedzy Odrą i Bugiem, Karpatami i Bałtykiem, kwestią kluczową w zmieniającym się szybko świecie, w świecie pełzającej wojny amerykańsko-chińskiej, układania nowego porządku, przetasowań sojuszy i końca postzimnowojennej sielanki? Jakie przepisy, jakie decyzje ujęte w normy prawne powinny zostać podjęte, aby nasze dzieci i wnuki z dumą spoglądały na to, co uczyniliśmy z podarowanym nam na chwilę okruchem wolności?

Polska, Polacy jako naród, jako społeczność spojona kulturą, językiem, historią, przetrwali i wycierpieli wiele, zwłaszcza w ostatnich 200 latach. Mamy nadzieję na lepsze karty w nowym rozdaniu, odradzają się marzenia o podmiotowej roli w konstrukcie Międzymorza, Rosja słabnie na wschodzie, Kalifat Berlina na zachodzie jeszcze jakiś czas nie będzie bezpośrednim zagrożeniem. Wydaje się jednak, że sami hodujemy sobie problem, który może skutecznie zniszczyć nasze wolnościowe i mocarstwowe mrzonki – za rogiem czai się wróg groźniejszy: demografia. My znikamy.

Powie ktoś: nic nowego. Powie ktoś, przecież rząd dzielnie walczy z depopulacją swym sztandarowym projektem „500+”. Tak. Problem w tym, że „500+” to program, który depopulację przyspiesza. Dlaczego? Ponieważ zwiększa wydatki Państwa, pośrednio zwiększając podatki, a zatem zmniejsza atrakcyjność Polski jako kraju, gdzie można żyć i się bogacić. Ludzie młodzi wyjeżdżają i Polaków w Polsce rodzi się za mało. Ponadto, moim zdaniem nie ma żadnych przekonywujących dowodów czy badań, które potwierdzałyby tezę, że kwota 500 złotych może stanowić, statystycznie uchwytny, argument, by się rozmnażać. Polki rodzić nie chcą i nie są w tym odosobnione. To kulturowy trend, umożliwiany przez skuteczność metod antykoncepcji (notabene – bez aksjologicznej oceny, patrząc na suchy fakt: konsekwentnie stosowanie nauki Kościoła Katolickiego dotyczącej antykoncepcji byłoby znacznie skuteczniejsze niż 500+) . Dzietność słabo powiązana jest zamożnością. W dzisiejszym sytym świecie, gdzie nawet w biednych krajach Afryki przeżywalność noworodków rośnie demograficzny boom nie jest wprost skorelowany z dochodem per capita.

Można spytać: w czym problem? To będzie nas mniej. 

Tak. Może nie byłoby to problemem, gdyby nie zamknięta w formę prawnych norm polityczna decyzja o stworzeniu systemu państwowych ubezpieczeń społecznych, która niczym rak pochłania coraz więcej żywotnych soków społeczeństwa. Systemu, który w starzejącym się społeczeństwie musi doprowadzić do katastrofy. Według różnych prognoz pomiędzy rokiem 2050 a 2060 prawdopodobnie osiągniemy punkt, w którym liczba pracujących (włączając bezproduktywnych faktycznie urzędników) i opłacających składki zrówna się z liczbą osób pobierających świadczenia. Prawdopodobnie w tym okresie system ubezpieczeń społecznych zbankrutuje, tzn. nie będzie w stanie, nawet przy rosnącej pomocy budżetu państwa, wypełniać zobowiązań. Problem nie jest zatem tak odległy – dotyczy dzisiejszych 35-, 40-latków.

Co można zrobić, poza:

(a)    dalszym oszukiwaniem ludzi, którzy karnie przez lata wpłacają składki i wypłacaniem głodowych, coraz niższych, emerytur

(b)   mordowaniem (przepraszam… w nowomowie „humanitarnym eutanatowaniem”) obrzydłych starców, którzy bezczelnie domagają się swej kasy i drogiej opieki medycznej?

Wydaje się, że teoretycznie realne scenariusze są dwa:

  1. Zlikwidować obecny system ubezpieczeń, a pozostałe zobowiązania spłacić. Jak? Należy doprowadzić do skokowego rozwoju gospodarki, tak, by mniejsza liczba pracujących była w stanie utrzymać dużą masę emerytów. Aby taki cel osiągnąć należałoby skierować legislację na tory wolnościowe: zaprzestać zadłużania Państwa, obniżyć istotnie podatki, ograniczyć wydatki, w pierwszej kolejności likwidując programy pomocowe, czy mówiąc brutalnie „kiełbasę wyborczą”, bo przecież niczym innym „500+” nie jest. Możliwe, pod warunkiem, że rządzić nie będzie socjalistyczny PiS czy równie lewicowa gospodarczo PO i efemerydy (od Partii Razem, jak i ognia, głodu i wojny wybaw nas Panie! ). Potrzebny nam jest rozwój w tempie 10-12 % rocznie.
  2. Skłonić Polki, by rodziły więcej dzieci. Zadanie wydaje się obecnie raczej niewykonalne, choć wprowadzenia w życie powyższego punktu nr 1 mogłoby skutecznie zadziałać jako bodziec. Wiele kobiet chętnie zajęłoby się wychowaniem dzieci, gdyby dochody partnera/męża wystarczały na utrzymanie rodziny. I nie są potrzebne do tego żadne przepisy prawa.

Pół żartem, pół serio… trzeci, zupełnie futurystyczny, ale świat zmienia się szybko i coś, co dziś jest niewyobrażalne, jutro staje się codziennością. A ponieważ toniemy, a tonący i brzytwy się chwyta… Skoro Rząd tak usilnie stara się wspierać innowację… to gdyby tak przeznaczyć te 25 mld PLN rocznie na program „Sztuczna macica +” i być pierwszym państwem na świecie, które w sposób bezpieczny i masowy doprowadziłoby do możliwości zapłodnienia pozaustrojowego i rozwoju zarodka w sztucznej macicy aż do „narodzin”.

Fantastyka? Obecnie prowadzi się badania na owcach, które umożliwiają przeżycie płodu, wcześniaka w takich warunkach (tzw. “Biobag”). Te 25 mld PLN na program „500+” to kwota równa całości wydatków Państwa na badania naukowe i szkoły wyższe. Można wyobrazić sobie, że poza oczywistą korupcją, jaka by się pojawiła, nawet gdyby tylko 10mld PLN zostało rocznie wykorzystane na realne badania – to w skali 10 lat mamy kwotę 100 mld PLN. Jest szansa, że takie pieniądze przyniosłyby efekt. Dyskusyjne jest czy tego typu wynalazek chronić można by prawem patentowym, ale rozpoczynając projekt, należałoby go również w tym kierunku rozwijać.

Oczywiście to byłaby decyzja moralnie skrajnie ryzykowna i budzi skojarzenia z huxley’owskim Nowym Wspaniałym Światem, ale nasza moralność, wbrew temu, co często myślimy, nie jest constans. Zmienia się pod wpływem zmieniającego się świata.

Czy taki program miałby szanse? Nie wiem. Jestem jednak pewien, że z punktu widzenia opisywanego problemu byłoby to lepsze wykorzystanie środków niż socjalistyczne krótkowzroczne rozdawnictwo dla zdobycia kilku punktów procentowych poparcia. Wciąż ryzykowne, ale przynajmniej świadome brydżowe zagranie na większe prawdopodobieństwo.

Absurd, liczenie na cud, futurologia? Być może. Niestety potrzebujemy cudu. Więc szukajmy. Dopóki istniejemy.

Piotr Michał Kosmęda

Komentarze do “500 + czy „Sztuczna Macica +” ?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *