„Czy ja palę? Pani Kierowniczko, ja palę przez cały czas”

Dlaczego Unia Europejska musi upaść? Bo każdy papieros ma mieć GPS

Cytat w tytule pochodzi oczywiście z filmu „Miś”

(młodociani, link tu:

https://www.youtube.com/watch?v=2gdXnltqbPg )

Co skłoniło mnie do przywołania tej kultowej sceny? Czytając o perypetiach dotyczących implementacji kolejnej regulacji unijnej pomyślałem, że jednak PRL lat 70-tych XX wieku w porównaniu do Unii Europejskiej to jednak był raj wolności. Można było do woli palić, papierosy były po prostu produkowane i sprzedawane.

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem palenia, ale chciałbym, by palacze mogli palić do woli , tanio i bez problemów, choć z poszanowaniem wolności niepalących, tak, by ci ostatni nie byli zmuszeni do inhalowania tytoniowego dymu.

Jak jest dziś? Rząd właśnie deliberuje nad projektem ustawy wprowadzającej przepisy wykonujące tzw. dyrektywę tytoniową. Zgodnie z nią od 20.05.2019 każda paczka papierosów powinna mieć unikalny kod, by móc ją skanować i śledzić jej drogę od fabryki do sklepu. Bez kodu papieros nie może wyjechać z fabryki. System polega na  rejestracji producentów, linii produkcyjnych, importerów, dystrybutorów, punktów detalicznych i śledzenia produktów na całej ich drodze od chwili wyprodukowania do chwili sprzedaży. Kolejne podmioty mają rejestrować chwilę, gdy wejdą w posiadanie paczki papierosów do chwili się ich wyzbycia. Sklep sprzedający wyroby tytoniowe będzie musiał zarejestrować się w systemie śledzenia.

Szkoda czasu na analizowanie uzasadnienia wprowadzania takich regulacji.

Państwa, imperia upadają nie dlatego,  że są podłe, że gnębią swych poddanych, nie dlatego, że władza hołduje zbrodniczej ideologii.

One bankrutują.

Unia Europejska, w której ilość absurdalnych przepisów rośnie wraz z postępem stachanowskiego trudu eurokratów, musi pod ciężarem tych przepisów upaść. Po prostu zbankrutuje.

To nie jest dobre dla Polski. Nie kibicuję upadkowi UE, ale patrząc na to co się dzieje, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że to , co ważne dzieje się w Waszyngtonie, Pekinie, Tokio, na Pacyfiku, niechby i w Moskwie…

A w Brukseli, Strasbourgu … bal na Titanicu trwa…

Piotr Michał Kosmęda

Ps.

W 2003 roku jeden Fin spytał mnie dlaczego jestem przeciwny wejściu Polski do UE. Dziś widzę, że moja odpowiedź była przedwczesna, choć, wydaje się słuszna.Odparłem:”Why should I join the sinking ship?”

 

 

Mowa nienawiści, czyli knebel w rękach totalniaków

„Prawda jest mową nienawiści dla tych, którzy mają coś do ukrycia”

(G. Orwell).

Morderstwo Pana Prezydenta Adamowicza, wśród wielu następstw, spowodowało również ożywioną debatę, czy może raczej agresywny atak w przedmiocie używania tzw. „mowy nienawiści” i potrzeby regulacji tej kwestii.

Prawo polskie nie zawiera definicji „mowy nienawiści”. Przepisem, którego norma reguluje zakres swobody wypowiedzi jest art. 212 par 1 kk, stanowiący, że ten, „kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.” Ściganie tego przestępstwa następuje z oskarżenia prywatnego.

Wydaje się, że na tym można by temat zakończyć, bo cóż tu jeszcze dodać czy ująć? Cóż tu jeszcze regulować?

Mamy jeszcze art. 256 par 1 kk, dość absurdalny przepis, zakazujący publicznego propagowania faszystowskiego lub inny totalitarnego ustroju państwa lub nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość. Przepis zresztą częściowo martwy, bo o ile wyjść na ulicę ze swastyką na fladze nie można, to Lenin lub sierp i młot nie powoduje (a powinien wedle wskazanej normy) żadnej reakcji organów. Osobiście jestem za tym, aby każdy rodzaj ideologii można było propagować, również ten, z którym się nie zgadzam.

Jest przepis art. 31 Konstytucji RP, chroniący wolność wypowiedzi, czy art. 23 kc, dotyczący dóbr osobistych. To wszystko, to już dużo za dużo, tylko w krajowym porządku.

Po co więc regulować coś jeszcze?

Wydaje się, ze celem nie jest ochrona wolności, ale nałożenie knebla na debatę publiczną. Wprowadzenie rozwiązań, których domagają się marksiści oznaczać będzie, że zakazane stanie się np. krytykowanie islamu samego w sobie, imigracji, homoseksualizmu, zwłaszcza, że mową nienawiści może stać się nawet „brak słownej akceptacji” (vide podręcznik Fundacji Batorego), czyli coś więcej niż nietolerancja – zwyczajnie celem jest zmuszenie nas, by akceptować – już nie tylko tolerować-  to, czego nie akceptujemy lub zwyczajnie nie lubimy, mamy inne zdanie. Warto zwrócić uwagę, że w publikacjach marksistów, promujących walkę z “mową nienawiści” jako przykłady grup zagrożonych tym zjawiskiem wyróżnia się np. feministki, ruchy LGBT, środowiska żydowskie,. Nie spotkałem się, aby wskazywano tak oczywiste i  rzeczywiste (w przeciwieństwie do wyżej wymienionych – wyimaginowanych) grupy, jak np. otyłe dzieci w szkole, dzieci noszące aparat ortodontyczny czy leworęczni. Celem jest zamiana pojęć i walka z kulturą. Jest to, moim zdaniem, dalsza część projektu rewolucji marksistowskiej prowadzonej metodami Gramsciego.

Wszystko to doprowadzi do stanu, z którym mieliśmy do czynienia w ustrojach totalitarnych typu PRL, III Rzesza, ZSRR – gdzie niedozwolona będzie krytyka tego, co zdecydują jakieś grupy będące u władzy. Z podobną obłudą mamy do czynienia w debacie politycznej np. w Niemczech, gdzie wypowiadanie niektórych sądów w debacie jest niemożliwe.

Piotr Michał Kosmęda

Dlaczego mógł zginąć Prezydent Adamowicz?

Więcej logiki, mniej emocji

Zastanawiałem się intensywnie czy zamieścić taki wpis, bo wiem, że to, co napiszę, może wywołać (zakładam optymistycznie, ze ktoś przeczyta:-)), mówiąc nowomową – „hejt”, zwłaszcza ze strony tych, którzy „nienawidzą nienawiści”, „wierzą w dobro”, zalecają „kochać a nie walczyć’. Tak, to piękne ideały, wspaniałe emocje i w większości to zapewne dobrzy, acz często naiwni – w sensie politycznym (bo nie w sensie życiowym) – ludzie. Towarzysz Ulijanow mawiał o nich „ полезный идиот”.

Być może spotka mnie taka fala pouczeń, jaka spotkała mojego kolegę, który nazwał zmarłego Prezydenta Adamowicza „homoparadną łajzą”. Katolicy napadli na niego z krzykiem, że tak nie wolno. A dlaczego? Przecież Pan Prezydent Adamowicz chadzał na parady homoseksualne. Określenie „homoparadna łajza” jest faktycznie nacechowane nieco pejoratywnie, ale tak naprawdę określa właśnie aktywność zmarłego, kogoś kto „łaził”  w „paradach homo”. To już nie można mówić jak było? Nie można być, drodzy katolicy gorącym lub zimnym? Nie można mówić tak-tak, nie-nie? Nie można naśladować Chrystusa, który powywracał stoły kupcom w świątyni? Mamy być letni, milusińscy, kochający a’la Lennon? Akceptować wszystko? Ok. sam nie użyłbym takiego określenia, ale zacytuję Woltera (dość paskudny typ, ale ten cytat wartościowy):” Nie zgadzam się z tobą, ale zawsze bronił będę twego prawa do posiadania własnego zdania.”

Nie wierzę w przypadkowe śmierci Prezydentów. Tak, to oczywiście możliwe, że po prostu wariat, psychopata, przypadek. Dowiemy się kiedyś, może nigdy.

Nie, nie oceniam. Nie, nie próbuję być mądrzejszy i nie twierdzę, że mam rację. Nie wiem jak było. Nie wiem jaka jest prawda. Postanowiłem zabrać głos chyba z irytacji, bo trudna do zniesienia jest ta fala bezrozumnych emocji, która przetacza się przez nasz kraj. Śmiem twierdzić- fala sterowana.

Zakładając, że była to akcja zaplanowana, należy zadać najprostsze pytanie, które stawiali Rzymianie: cui bono?

Patrząc po reakcji PiS – nie mieli z tym nic wspólnego. Totalne zaskoczenie. Zresztą ewidentnie nie jest im to na rękę.

Komu ten fakt sprzyja? Niewątpliwie Imperium Niemieckiemu. Walka w nowym rozdaniu światowym zaostrza się i tu nie ma podłości, której odpowiednie służby nie zrobią dla osiągnięcia celu.

Vide mój wpis z 18.01.2019:

https://pmkosmeda.pl/imperium-germanskie-kontratakuje/

Po pierwsze, śmierć Pana Adamowicza ma szansę windować w górę notowania Platformy Obywatelskiej.

Po drugie, i to już tylko domysł, wręcz spisowa teoria – być może Pan Adamowicz za dużo wiedział. Wokół Donalda Tuska zaczyna zaciskać się pętla podejrzeń, poszlak, które wskazują, na jego faktycznych mocodawców. Kto czytał Wojciecha Sumlińskiego „Niebezpieczne związki Donalda Tuska” – ten wie, o czym piszę. Nie wiem jak jest, ale próbuję dodawać 2+2…

http://multibook.pl/pl/p/Wojciech-Sumlinski-Niebezpieczne-zwiazki-Donalda-Tuska/9538

Pan Adamowicz nie zdradzi już żadnej tajemnicy, żadnego skrywanego faktu kolegi z Gdańska.

Mniej prawdopodobne, że śmierć Pana Adamowicza miała przykryć aferę Huawei, co wskazywałoby na wywiad chiński. Tenże, w szerszej perspektywie (patrz planowana konferencja „irańska” w lutym w Polsce, Polska jako amerykański „chłopiec na posyłki” itp.) mógłby jednak mieć też na celu osłabienie frakcji proamerykańskej i proizraelskiej- czyli PiS.

Nie można wykluczyć, że Pan Adamowicz, na którym ciążyło wiele podejrzeń, mógł wplątać się w zwyczajne mafijne porachunki, choć to raczej mniej prawdopodobne.

Nie jestem specem od planowania tego typu akcji, ale wypowiedzi tych, którzy się znają, wskazują, że okoliczności śmierci, sposób jej przygotowania, użycie odpowiedniej broni w sposób taki, by zabić – wskazują, że nie był to jakiś pierwszy z brzegu rzezimieszek, ale ktoś , kto dokładnie wiedział co i jak zrobić. To poważna poszlaka, która wskazywałaby na zaangażowanie profesjonalistów.

Oczywiście nie wiem jak było. Nie wiem dlaczego zginął Pan Adamowicz. Nie pokuszę się nawet o postawienie jakiejś tezy. Wszystko powyższe to tylko czyste domysły. Chciałbym jednak uciec od emocjonalnego wrzenia, którego jesteśmy częścią. Zamiast chłodno analizować co mogło być przyczyną, mamy do czynienia z bełkotem medialnym o „odpowiedzialności klasy politycznej”, „mowie nienawiści” i innych , zupełnie nieistotnych tematach. Jestem głęboko przekonany, że prawda leży gdzie indziej. I nie dojdziemy do niej przekrzykując się kto jest lepszym Polakiem, kto bardziej kocha, a kto bardziej nienawidzi.

Swoją drogą, nie słyszałem, aby ktoś obciążał śmiercią Pana Adamowicza osobę, która chyba była odpowiedzialna za zapewnienie bezpieczeństwa imprezy, czyli głównego celebransa nowej religii Jerzego O. Czy to nie jemu należałoby przede wszystkim postawić zarzut, zamiast żałować jego “honorowej”(?) decyzji o rezygnacji z funkcji?

Spierajmy się, ale zanim zaczniemy się kłócić, oskarżać, w emocjach deliberować i palić świeczki w hołdzie, poświęćmy chwilę refleksji nad (znów ci nieocenieni Rzymianie) starą paremią : „divide et impera” i sprawdźmy, czy rzeczywiście trzymamy kierownicę naszych emocji. Warto zastanowić się, co robi ten gość w czarnym płaszczu na tylnym siedzeniu… Czasem mam wrażenie, że szepce: ”No weź, nie wygłupiaj się, zerwij to jabłko”

Piotr Michał Kosmęda

 

ps.

02.02.2019

Po przeczytaniu kilku komentarzy, zarzucających mi brak uczuć, nieprzeżywanie żałoby, nieuszanowanie tejże – dwa słowa addendum:

1.Tak, ja nie przeżywam żałoby po tragicznie zmarłym P. Adamowiczu. Żałobę może przeżywać ktoś bliski. Współczuję rodzinie, ale też mam świadomość, że żadne słowa nie mają wielkiego znaczenia w takiej sytuacji. Zwłaszcza z mojej strony.

2. Powyższy tekst nie jest wyrazem nieposzanowania żałoby. Zresztą – to już mocno prywatna opinia – sposób przeżywania żałoby przez żonę zmarłego, która w sposób dość ordynarny (słowo użyte celowo) uprawia politykę na świeżym grobie męża , wskazuje, że albo tej żałoby nie przeżywa, albo tak reaguje psychicznie na okoliczności. Każdy ma prawo do swoich reakcji. Nie miejsce i czas, i nie moja sprawa, by pochylać się nad psychologicznym rozbiorem sytuacji.

3. Brak uczuć: ten blog to nie miejsce, w którym mam zamiar uzewnętrzniać swoje uczucia i emocje. To miejsce do analizy społecznej rzeczywistości – tak, jak ja ją, w swym ludzkim, nieudolnym, ograniczonym postrzeganiu widzę. Polityka to nie miejsce dla emocji i uczuć. Każdy pięknoduch, który tego nie zrozumie będzie mięsem armatnim dla polityków.

4. Celem tej pisaniny jest odzierać politykę z uczuć. Próbować dotrzeć do faktycznych treści, bo jedynie prawda jest ciekawa. I prawda ma moc wyzwalającą. Jeśli ktoś woli zaburzać postrzeganie fałszywymi emocjami, suflowanymi przez polityków, po to , by łatwiej było manipulować, to  – znów moja mocno prywatna, ktoś uzna, że zarozumiała, opinia – cytując Stanisława Staszewskiego – “wśród tylu różnych dróg przez życie, każdy ma prawo wybrać źle”.

Imperium Germańskie Kontratakuje

Niemcy nauczą Europę wolności – czas na Polexit?

Parlament Europejski przegłosował 17.01.2019 swoje stanowisko związane z propozycją powiązania dostępu do funduszy europejskich ze stanem „praworządności” w danym państwie. Projekt zakłada dalece arbitralną ocenę stanu rządów w danej prowincji Eurolandu. W praktyce Komisja będzie zupełnie dowolnie mogła stosować wskazane sankcje.

Patrząc okiem prawnika – jest to wyraz skrajnej pogardy dla prawa w rozumieniu poszanowania dla klasycznych, rzymskich zasad jasności, przejrzystości, o czym z powagą uczono mnie na pierwszym roku studiów. Tego typu prawo („lewo”?) to raczej hołd faszystowsko-komunistycznej zasadzie „dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”, gdzie prawo służy jako element dekoracji,  by mord przystroić listkem figowym kary śmierci, kradzież nazwać wywłaszczeniem, a niewolę – odosobnieniem. Orwell w pełnej krasie.

Oficjalny europrzekaz opiera się na założeniu, że „szacunek dla naszych wspólnych wartości jest filarem, na którym zbudowaliśmy projekt europejski, żaden rząd nie może naruszać tych wartości bez ponoszenia konsekwencji.”- twierdzi hiszpańska socjalistyczna europosłanka Eider Gardiazabal Rubial.

Nie warto specjalnie pochylać się nad tego typu wypowiedziami, może poza konstatacją, że tzw. „wartości europejskie” w rozumieniu  eurokraktów to wartości stricte komunistyczne, bazujące na kulturowym marksizmie, będące zaprzeczeniem tego, na czym Europa została zbudowana, czyli klasycznej triady greckiej filozofii, rzymskiego prawa i chrześcijaństwa.

Vide doskonała książka D.Rozwadowskiego „Marksizm kulturowy”

http://multibook.pl/pl/p/Dariusz-Rozwadowski-Marksizm-kulturowy.-50-lat-walki-z-cywilizacja-Zachodu/9484

„Wartości europejskie” to, moim zdaniem idee, które w praktyce muszą Europę zniszczyć, doprowadzą do zawładnięcia Europą przez muzułmanów, którzy stanowią cywilizjację żywotną i przywiązaną do swych zasad, w przeciwieństwie do „uwiądu staruszki” Europy.

Oczywiście nie należy przejmować się sztafażem i wypowiedziami eurokraktów, a poszukać prawdziwych przyczyn. Wydaje się, że krok ten, patrząc długoterminowo, jest elementem konsekwentnej niemieckiej polityki podporządkowywania sobie Mitteleuropy, do czego wszak powołana została Unia Europejska. W perspektywie średnioterminowej, ale istotnej, wobec zmiany ładu światowego i trwającej wojny amerykańsko-chińskiej, jest to element walki niemiecko-amerykańskiej. Warto zwrócić uwagę na wywiad ambasadora USA w Niemczech Richarda Grenella, który ostrzegł niemieckie firmy zaangażowane w projekt Nord Stream 2 przed sankcjami ze strony Waszyngtonu- jest to wyraźny sygnał amerykańskiego sprzeciwu wobec niemiecko-rosyjskiego zbliżenia.

Międzynarodowa układanka jest skomplikowana, a gra w nowym światowym rozdaniu trwa. Z punktu widzenia Polski zdarzenia te należy traktować jako element negocjacji amerykańsko-rosyjsko-niemieckich o panowanie nad obszarem między Bugiem a Odrą, który jest kluczowy dla panowania nad światową wyspą euroazjatycką, będąc, z punktu widzenia amerykańskiego, strefą wejściową do Heartlandu , a z punktu widzenia Rosji , jedną z bram , przez jaką państwa rimlandowe mogą Rosję zaatakować. W Ameryce wciąż żywe są teorie Mackindera i Spykmana, przywrócone w Polsce do publicznej debaty przez Jacka Bartosiaka.

Polska już w tej chwili jest zmuszana do zajmowania określonego stanowiska, zresztą nie jedyna – warto przypomnieć casus nacisków amerykańskich na Australię i torpedowanie przez Waszyngton jej zbliżenia z Pekinem. Dobrze byłoby, aby polska podmiotowość okrzepła na tyle, abyśmy musieli i mieli możliwość wybierać między ładem waszyngtońskim, niemieckim buciorem przy twarzy czy sowieckim naganem przy potylicy. Może zatem pogłoski o Polexicie to nie tylko pogłoski.. Dobrze by było, byśmy uzyskali choć cień samodzielności, bo choć każde z powyższych oznacza jakiś rodzaj zależności, to trzeba tutaj pochwalić rządzący PiS, że wybór wolności a’la Ameryka jest lepszy niż alternatywy braci zza Odry czy ze wschodu. Gorzej dla Polski, jeśli wyboru mieć nie będziemy, a jak worek ziemniaków przerzucą nas ze strefy amerykańskiej do germańskiej lub sowieckiej, w zamian za jakiś deal na Pacyfiku…

 

 

Piotr Michał Kosmęda