Dlaczego mógł zginąć Prezydent Adamowicz?

Więcej logiki, mniej emocji

Zastanawiałem się intensywnie czy zamieścić taki wpis, bo wiem, że to, co napiszę, może wywołać (zakładam optymistycznie, ze ktoś przeczyta:-)), mówiąc nowomową – „hejt”, zwłaszcza ze strony tych, którzy „nienawidzą nienawiści”, „wierzą w dobro”, zalecają „kochać a nie walczyć’. Tak, to piękne ideały, wspaniałe emocje i w większości to zapewne dobrzy, acz często naiwni – w sensie politycznym (bo nie w sensie życiowym) – ludzie. Towarzysz Ulijanow mawiał o nich „ полезный идиот”.

Być może spotka mnie taka fala pouczeń, jaka spotkała mojego kolegę, który nazwał zmarłego Prezydenta Adamowicza „homoparadną łajzą”. Katolicy napadli na niego z krzykiem, że tak nie wolno. A dlaczego? Przecież Pan Prezydent Adamowicz chadzał na parady homoseksualne. Określenie „homoparadna łajza” jest faktycznie nacechowane nieco pejoratywnie, ale tak naprawdę określa właśnie aktywność zmarłego, kogoś kto „łaził”  w „paradach homo”. To już nie można mówić jak było? Nie można być, drodzy katolicy gorącym lub zimnym? Nie można mówić tak-tak, nie-nie? Nie można naśladować Chrystusa, który powywracał stoły kupcom w świątyni? Mamy być letni, milusińscy, kochający a’la Lennon? Akceptować wszystko? Ok. sam nie użyłbym takiego określenia, ale zacytuję Woltera (dość paskudny typ, ale ten cytat wartościowy):” Nie zgadzam się z tobą, ale zawsze bronił będę twego prawa do posiadania własnego zdania.”

Nie wierzę w przypadkowe śmierci Prezydentów. Tak, to oczywiście możliwe, że po prostu wariat, psychopata, przypadek. Dowiemy się kiedyś, może nigdy.

Nie, nie oceniam. Nie, nie próbuję być mądrzejszy i nie twierdzę, że mam rację. Nie wiem jak było. Nie wiem jaka jest prawda. Postanowiłem zabrać głos chyba z irytacji, bo trudna do zniesienia jest ta fala bezrozumnych emocji, która przetacza się przez nasz kraj. Śmiem twierdzić- fala sterowana.

Zakładając, że była to akcja zaplanowana, należy zadać najprostsze pytanie, które stawiali Rzymianie: cui bono?

Patrząc po reakcji PiS – nie mieli z tym nic wspólnego. Totalne zaskoczenie. Zresztą ewidentnie nie jest im to na rękę.

Komu ten fakt sprzyja? Niewątpliwie Imperium Niemieckiemu. Walka w nowym rozdaniu światowym zaostrza się i tu nie ma podłości, której odpowiednie służby nie zrobią dla osiągnięcia celu.

Vide mój wpis z 18.01.2019:

https://pmkosmeda.pl/imperium-germanskie-kontratakuje/

Po pierwsze, śmierć Pana Adamowicza ma szansę windować w górę notowania Platformy Obywatelskiej.

Po drugie, i to już tylko domysł, wręcz spisowa teoria – być może Pan Adamowicz za dużo wiedział. Wokół Donalda Tuska zaczyna zaciskać się pętla podejrzeń, poszlak, które wskazują, na jego faktycznych mocodawców. Kto czytał Wojciecha Sumlińskiego „Niebezpieczne związki Donalda Tuska” – ten wie, o czym piszę. Nie wiem jak jest, ale próbuję dodawać 2+2…

http://multibook.pl/pl/p/Wojciech-Sumlinski-Niebezpieczne-zwiazki-Donalda-Tuska/9538

Pan Adamowicz nie zdradzi już żadnej tajemnicy, żadnego skrywanego faktu kolegi z Gdańska.

Mniej prawdopodobne, że śmierć Pana Adamowicza miała przykryć aferę Huawei, co wskazywałoby na wywiad chiński. Tenże, w szerszej perspektywie (patrz planowana konferencja „irańska” w lutym w Polsce, Polska jako amerykański „chłopiec na posyłki” itp.) mógłby jednak mieć też na celu osłabienie frakcji proamerykańskej i proizraelskiej- czyli PiS.

Nie można wykluczyć, że Pan Adamowicz, na którym ciążyło wiele podejrzeń, mógł wplątać się w zwyczajne mafijne porachunki, choć to raczej mniej prawdopodobne.

Nie jestem specem od planowania tego typu akcji, ale wypowiedzi tych, którzy się znają, wskazują, że okoliczności śmierci, sposób jej przygotowania, użycie odpowiedniej broni w sposób taki, by zabić – wskazują, że nie był to jakiś pierwszy z brzegu rzezimieszek, ale ktoś , kto dokładnie wiedział co i jak zrobić. To poważna poszlaka, która wskazywałaby na zaangażowanie profesjonalistów.

Oczywiście nie wiem jak było. Nie wiem dlaczego zginął Pan Adamowicz. Nie pokuszę się nawet o postawienie jakiejś tezy. Wszystko powyższe to tylko czyste domysły. Chciałbym jednak uciec od emocjonalnego wrzenia, którego jesteśmy częścią. Zamiast chłodno analizować co mogło być przyczyną, mamy do czynienia z bełkotem medialnym o „odpowiedzialności klasy politycznej”, „mowie nienawiści” i innych , zupełnie nieistotnych tematach. Jestem głęboko przekonany, że prawda leży gdzie indziej. I nie dojdziemy do niej przekrzykując się kto jest lepszym Polakiem, kto bardziej kocha, a kto bardziej nienawidzi.

Swoją drogą, nie słyszałem, aby ktoś obciążał śmiercią Pana Adamowicza osobę, która chyba była odpowiedzialna za zapewnienie bezpieczeństwa imprezy, czyli głównego celebransa nowej religii Jerzego O. Czy to nie jemu należałoby przede wszystkim postawić zarzut, zamiast żałować jego “honorowej”(?) decyzji o rezygnacji z funkcji?

Spierajmy się, ale zanim zaczniemy się kłócić, oskarżać, w emocjach deliberować i palić świeczki w hołdzie, poświęćmy chwilę refleksji nad (znów ci nieocenieni Rzymianie) starą paremią : „divide et impera” i sprawdźmy, czy rzeczywiście trzymamy kierownicę naszych emocji. Warto zastanowić się, co robi ten gość w czarnym płaszczu na tylnym siedzeniu… Czasem mam wrażenie, że szepce: ”No weź, nie wygłupiaj się, zerwij to jabłko”

Piotr Michał Kosmęda

Imperium Germańskie Kontratakuje

Niemcy nauczą Europę wolności – czas na Polexit?

Parlament Europejski przegłosował 17.01.2019 swoje stanowisko związane z propozycją powiązania dostępu do funduszy europejskich ze stanem „praworządności” w danym państwie. Projekt zakłada dalece arbitralną ocenę stanu rządów w danej prowincji Eurolandu. W praktyce Komisja będzie zupełnie dowolnie mogła stosować wskazane sankcje.

Patrząc okiem prawnika – jest to wyraz skrajnej pogardy dla prawa w rozumieniu poszanowania dla klasycznych, rzymskich zasad jasności, przejrzystości, o czym z powagą uczono mnie na pierwszym roku studiów. Tego typu prawo („lewo”?) to raczej hołd faszystowsko-komunistycznej zasadzie „dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”, gdzie prawo służy jako element dekoracji,  by mord przystroić listkem figowym kary śmierci, kradzież nazwać wywłaszczeniem, a niewolę – odosobnieniem. Orwell w pełnej krasie.

Oficjalny europrzekaz opiera się na założeniu, że „szacunek dla naszych wspólnych wartości jest filarem, na którym zbudowaliśmy projekt europejski, żaden rząd nie może naruszać tych wartości bez ponoszenia konsekwencji.”- twierdzi hiszpańska socjalistyczna europosłanka Eider Gardiazabal Rubial.

Nie warto specjalnie pochylać się nad tego typu wypowiedziami, może poza konstatacją, że tzw. „wartości europejskie” w rozumieniu  eurokraktów to wartości stricte komunistyczne, bazujące na kulturowym marksizmie, będące zaprzeczeniem tego, na czym Europa została zbudowana, czyli klasycznej triady greckiej filozofii, rzymskiego prawa i chrześcijaństwa.

Vide doskonała książka D.Rozwadowskiego „Marksizm kulturowy”

http://multibook.pl/pl/p/Dariusz-Rozwadowski-Marksizm-kulturowy.-50-lat-walki-z-cywilizacja-Zachodu/9484

„Wartości europejskie” to, moim zdaniem idee, które w praktyce muszą Europę zniszczyć, doprowadzą do zawładnięcia Europą przez muzułmanów, którzy stanowią cywilizjację żywotną i przywiązaną do swych zasad, w przeciwieństwie do „uwiądu staruszki” Europy.

Oczywiście nie należy przejmować się sztafażem i wypowiedziami eurokraktów, a poszukać prawdziwych przyczyn. Wydaje się, że krok ten, patrząc długoterminowo, jest elementem konsekwentnej niemieckiej polityki podporządkowywania sobie Mitteleuropy, do czego wszak powołana została Unia Europejska. W perspektywie średnioterminowej, ale istotnej, wobec zmiany ładu światowego i trwającej wojny amerykańsko-chińskiej, jest to element walki niemiecko-amerykańskiej. Warto zwrócić uwagę na wywiad ambasadora USA w Niemczech Richarda Grenella, który ostrzegł niemieckie firmy zaangażowane w projekt Nord Stream 2 przed sankcjami ze strony Waszyngtonu- jest to wyraźny sygnał amerykańskiego sprzeciwu wobec niemiecko-rosyjskiego zbliżenia.

Międzynarodowa układanka jest skomplikowana, a gra w nowym światowym rozdaniu trwa. Z punktu widzenia Polski zdarzenia te należy traktować jako element negocjacji amerykańsko-rosyjsko-niemieckich o panowanie nad obszarem między Bugiem a Odrą, który jest kluczowy dla panowania nad światową wyspą euroazjatycką, będąc, z punktu widzenia amerykańskiego, strefą wejściową do Heartlandu , a z punktu widzenia Rosji , jedną z bram , przez jaką państwa rimlandowe mogą Rosję zaatakować. W Ameryce wciąż żywe są teorie Mackindera i Spykmana, przywrócone w Polsce do publicznej debaty przez Jacka Bartosiaka.

Polska już w tej chwili jest zmuszana do zajmowania określonego stanowiska, zresztą nie jedyna – warto przypomnieć casus nacisków amerykańskich na Australię i torpedowanie przez Waszyngton jej zbliżenia z Pekinem. Dobrze byłoby, aby polska podmiotowość okrzepła na tyle, abyśmy musieli i mieli możliwość wybierać między ładem waszyngtońskim, niemieckim buciorem przy twarzy czy sowieckim naganem przy potylicy. Może zatem pogłoski o Polexicie to nie tylko pogłoski.. Dobrze by było, byśmy uzyskali choć cień samodzielności, bo choć każde z powyższych oznacza jakiś rodzaj zależności, to trzeba tutaj pochwalić rządzący PiS, że wybór wolności a’la Ameryka jest lepszy niż alternatywy braci zza Odry czy ze wschodu. Gorzej dla Polski, jeśli wyboru mieć nie będziemy, a jak worek ziemniaków przerzucą nas ze strefy amerykańskiej do germańskiej lub sowieckiej, w zamian za jakiś deal na Pacyfiku…

 

 

Piotr Michał Kosmęda

 

 

Uszczelnianie podatków, czyli dokręcanie śruby..

Czy Pani Minister Czerwińska słyszała o krzywej Laffera?

Nie pierwszy raz Pani Minister Finansów Teresa Czerwińska wypowiada się kompetentnie na temat szczelności systemu podatkowego. W ostatniej wypowiedzi zwraca uwagę na niewątpliwe sukcesy Rządu – na ograniczenie narastania deficytu budżetowego, który w roku 2017 wyniósł 25,4 mld i był o 33,9 mld mniejszy od założeń ustawy budżetowej. Ponadto Rząd ograniczył lukę w ściągalności VAT o kolejne 6% (z ok. 20% do14% teoretycznych wpływów).

Pani Minister zwraca też uwagę, że „ja osobiście nigdy nie odważę się powiedzieć, że już zrobiliśmy wszystko i kończymy z uszczelnianiem”, choć wprowadzano JPK_VAT i mechanizm podzielonej płatności.

Te wszystkie teoretycznie pozytywne informacje mają jedną podstawową wadę. Oczywiście szczelny, uczciwy system podatkowy jest potrzebny, oczywiście budżet Państwa musi posiadać środki, by finansować to, co finansować się powinno. Problem w tym, że niezmiennie odnosi się wrażenie, że osoby kierujące Ministerstwem Finansów żyją w oderwaniu od prawdziwego świata, w którym doskonale sprawdza się teoria Artura Laffera dotycząca zależności między wysokością stawki podatkowej a poziomem wpływów do budżetu. Mimo głosów krytycznych i polemicznych (trudność określenia kształtu krzywej ex ante, jej zmienność w czasie, zależność od miejsca prowadzenia działalności), ogólne założenie jest, moim zdaniem, słuszne. Czy Rząd bierze je pod uwagę? Teoria Laffera sprawdza się empirycznie w dłuższych okresach, więc odpowiedź na pytanie, czy „przykręcanie śruby” przez MinFin poskutkuje zmniejszeniem wpływów do budżetu (wskutek przenoszenia opodatkowania za granicę, ucieczki w szarą strefę), możemy poznać już w tym, 2018 roku, lub w roku następnym.

W tym kontekście pytanie w subtytule ma charakter prowokacji a prawdziwe pytanie brzmi: czy Rząd dba o rozwój Polski, czy hołduje zasadzie „Po nas choćby potop” , a celem jedynym jest zwycięstwo w następnych wyborach, kupione kiełbasą wyborczą sfinansowaną z wyższych wpływów podatkowych?

Piotr Michał Kosmęda

Jesteś właścicielem nieruchomości? Tak Ci się tylko wydaje

Ograniczenia prawa własności

Prawo własności, w szczególności prawo własności nieruchomości nie ma charakteru absolutnego. Zgodnie z art. 140 kodeksu cywilnego właściciel może, z wyłączeniem innych osób, korzystać z rzeczy zgodnie ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem swego prawa, ale jedynie  „w granicach określonych przez ustawy i zasady współżycia społecznego”

Ograniczenie tego prawa znajduje się m. in. w przepisie art. 124 us.t 1 i 3 ustawy o gospodarce nieruchomościami, zgodnie z którym starosta, może ograniczyć, sposób korzystania z nieruchomości przez udzielenie zezwolenia na zakładanie i przeprowadzenie na nieruchomości ciągów drenażowych, przewodów i urządzeń służących do przesyłania lub dystrybucji płynów, pary, gazów i energii elektrycznej oraz urządzeń łączności publicznej i sygnalizacji, jeżeli właściciel lub użytkownik wieczysty nieruchomości nie wyraża na to zgody.

Praktyczny problem w stosowaniu powyższych przepisów napotkał jeden z właścicieli nieruchomości z Przasnysza, który nie chciał zgodzić się na nieokreślone czasowo korzystanie z jego działki przez PGE Dystrybucja SA, która zamierzała przeprowadzić konserwację i naprawę linii energetycznej. O ile WSA przyznał rację właścicielowi, to NSA w wyroku z 18.07.2018r. (I OSK 2268/18) orzekł, że „wykładnia systemowa całego rozdziału ustawy o gospodarce nieruchomościami pozwala na stwierdzenie, że zajęcie działki, bez ustalania ram czasowych tego przedsięwzięcia jest zgodne z prawem”.

O ile można zgodzić się z logiką wywodu Sądu, o tyle należałoby zaproponować wniosek de lege ferenda, aby następna nowelizacja ustawy o gospodarce nieruchomościami uwzględniła dart. 124. Wykładnia NSA prowadzi do niedopuszczalnej sytuacji, w której właściciel faktycznie pozbawiany  jest władztwa i możności korzystania z nieruchomości w sposób nieokreślony i od niego niezależny. Przypomina to praktyki rodem sprzed lat wielu…

Piotr Michał Kosmęda

Big Brother is watching you…

Silne służby specjalne i wydajna gospodarka – tylko to się liczy

Od co najmniej kilku lat trwa dyskusja na temat braku kontroli nad korzystaniem, a zapewne tez nadużywaniem, przez służby  specjalne tzw. metadanych, tj. w szczególności z danych telekomunikacyjnych i bilingów.

Już 4 lata temu, wyrokiem z dnia 30 lipca 2014 r. (sygn. akt K 23/11) Trybunał Trybunał Konstytucyjny orzekł o niezgodności z Konstytucją sytuacji, w której brak jest kontroli nad pozyskiwaniem przez służby wskazanych informacji.  Rozwiązać problem miała tzw. „ustawa inwigilacyjna”, czyli Ustawa z dnia 15 stycznia 2016 r. o zmianie ustawy o Policji oraz niektórych innych ustaw, zobowiązująca służby do przekazywania raz na pół roku zbiorczej informacji o tym , jak często takie dane są wykorzystywane.

Po dwóch latach ustawa, czy raczej sposób jej stosowania, podlegają krytyce. Na podstawie danych przekazywanych przez policję trudno ustalić cokolwiek, a tym bardziej skontrolować, a skala inwigilacji jest ogromna. W roku 2017 policja skorzystała z miliona dwustu tysięcy danych telekomunikacyjnych. Czy coś się zmieni? Nie sądzę. Rzecznik Praw Obywatelskich wycofał swój wniosek do TK. Sejm i Senat same z siebie się tematem nie zajmą.

W świecie jest tak samo. Vide:

Świat zawsze był i pozostanie taki. Kontrola daje władzę. W tym kontekście wszelkie republikańskie bajania o obywatelskim społeczeństwie, demokracji i tego typu opowieściach o żelaznym wilku są ciekawymi historyjkami. Prawdziwa władza jest tu. „Wybory”, rewolucje itp. nie mają znaczenia. Tak długo, jak system jest ekonomicznie wydolny, by sprawować kontrolę, tak długo trwa. Liczy się zatem wydajna gospodarka i silne służby, które będą miały interes w utrzymaniu podmiotowości państwa, które im płaci.

Piotr Michał Kosmęda

Premier Morawiecki czyli Balcerowicz-bis, obniżanie podatków przez ich podwyższanie

Danina solidarnościowa, czyli „bij kułaka” nadal obowiązuje

Opowieści o tym, że podatki zostaną obniżone, by polska gospodarka stała się bardziej konkurencyjna słyszymy przed każdymi wyborami. Cieszyć się należy, że choć w warstwie teoretycznej panuje przekonanie o zbawiennej dla gospodarki roli niskich podatków.

Trudniej z praktyką. Rząd zaproponował ustawę wprowadzającą tzw. daninę solidarnościową, czyli nowy podatek w wysokości 4% dochodów powyżej 1 mln złotych. Podatek ten płatny byłby wraz z rozliczeniem rocznego PIT. Podatek miałby obowiązywać od roku 2019 i według rządowych założeń daninę zapłaci ok. 25 tys. osób i ma na przynieść 1,15 mld złotych do budżetu.

Gdy czyta się „porady” ojca Premiera tj. Pana Kornela Morawieckiego, który narzeka na syna, który według niego ma zbyt liberalne poglądy gospodarcze, to należy się zastanowić jaki jest preferowany przez PiS i koalicjantów system gospodarczy? Premier Morawiecki zachowuje się dokładnie tak samo jak onegdaj Premier Balcerowicz – czyli usta pełne frazesów o potrzebie wzmocnienia polskiej gospodarki, a w praktyce podnoszenie podatków i tworzenie coraz bardziej uciążliwego otoczenia biznesowego.

Premier Morawiecki to niewątpliwie człowiek inteligentny. Wnioskować należy zatem, że albo nie podejmuje tych decyzji samodzielnie i jest jedynie marionetką, albo działa świadomie na szkodę Polski i polskich przedsiębiorców.

Jakie będą skutki ustawy łatwo przewidzieć. Każdy, kto może , ucieknie z opodatkowaniem za granicę, zarobią doradcy podatkowi i prawnicy. A ponieważ Rząd w rewolucyjnym zapale poprzysiągł walkę z takim niepatriotycznym zachowaniem, to ryzyko takich działań większe – ergo usługi te będą droższe.

Drugim skutkiem ustawy będzie przekształcanie jednoosobowych działalności gospodarczych w spółki, jeśli CIT 9% zostanie rzeczywiście wprowadzony. Notariusze i prawnicy znów będą mieli co robić.

 

Piotr Michał Kosmęda

.

W niedzielę nie o prawie, a o spotkaniu z Mesjaszem

Miejsce akcji: Szpital, recepcja.

Dramatis personae:

– On, Pan lat ok. 55, którego funkcją jest przewożenie pacjentów na wózku do sal zabiegowych (jak się nazywa ta funkcja??) , siwy, z brzuszkiem, taki, którego młodzież ochrzciłaby dziś mianem “Janusza Grubobrzuchego”

– Ona , Pani wiek dalece postbalzakowski, sprzątaczka

Akcja:

On siedzi od dłuższego czasu i nudzi się, czekając zapewne, aż będzie mógł zabrać siedzącego na wózku, cierpiącego pacjenta. Ona zamiata podłogę.

Smutno. Straszno. Beznadzejnie. “Po kątach cisza gra, szkoda słów […] staram się oddychać szeptem”. Stukot klawiszy w recepcji, ściszone (bo RODO!) głosy obsługi.

Strzępy słów…

– …„PESEL?” „Czy choruje Pani na cukrzycę?”

I wtedy:

Ona: Na co czekasz?

On: Na złote runo nicości.

Przestałem oddychać.

Odwróciłem się i popatrzyłem w twarz tego zmęczonego, smutnego, ale jakby wewnętrznie pogodzonego człowieka. Herbert i Jazon oko w oko dotknęli absolutu tam, gdzie życie i śmierć, nadzieja i ból idą ręka w rękę.

„- PESEL?”

„Czy miała Pani zabiegi chirurgiczne…”

Margaritas ante porcos?

Uwielbiam Polskę. Tu możliwe są takie chwile, gdy w szpitalnej poczekalni, a nie w salonie wymądrzających się wykształciuchów, w trzysekundowym dialogu, wśród smutku, beznadziei, bólu, wszechobecnego cierpienia zjawia się  Mesjasz i zamyka cały świat – ten tu i teraz, w pigułce czterech słów. Tak, jakby cofnąć się do chwili Wielkiego Wybuchu i zmieścić całe nasze chwilowe jestestwo w główce szpilki. il messaggero non e importante…

 I to ukłucie…

I tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada czekając na pacjenta:
Innego końca świata nie będzie,

Nowe przepisy dotyczące AML – każdy z nas jak Pawka Morozow

Więcej obowiązków dotyczących prania pieniędzy

Dziś, 13 .07.2018 wchodzą w życie nowe przepisy dotyczące przeciwdziałania praniu pieniędzy zwane żargonowo, od angielskiego skrótu – AML (anty – money laundering). Zmian jest wiele. By wskazać na te ważniejsze:

 – obniżeniu (z 15.000 EUR do 10.000 EUR) uległ próg raportowania o transakcjach

– od 13.10.2019 ma obowiązywać jawny i dostępny publicznie Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych, a spółki są zobowiązane do zgłaszania informacji o ich beneficjentach rzeczywistych w terminie 7 dni od wpisu w KRS (spółki wpisane mają  6 miesięcy na przekazanie informacji o swoich beneficjentach rzeczywistych)

– podwyższono z 750 tys. EUR do 5 mln EUR kary za naruszenie obowiązków

– status  tzw, PEP, tj. osoby zajmującej eksponowane stanowisko polityczne dotyczy osób bez względu na miejsce zamieszkania.

– zmienia się podejście do identyfikacji ryzyk; obowiązywać ma zasada tzw. „risk-based approach” , a ponadto przewidziano obowiązek tworzenia procedur anonimowego zgłaszania naruszeń AML przez pracowników (tzw. whistleblowing).

– do instytucji zobowiązanych dodano podmioty prowadzące działalność w zakresie usługowego prowadzenia ksiąg rachunkowych, choć tylko te które prowadzą księgi rachunkowe dla klienta(a nie KPiR).

Faktyczny wpływ zmian na rzeczywistość będzie można ocenić po kilku, kilkunastu miesiącach obowiązywania nowych przepisów. Można jednak zauważyć, że trend – nie od dziś – jest jasny: władza państwowa, nie radząc sobie z kontrolowaniem społeczeństwa, przerzuca ten ciężar coraz bardziej na samo społeczeństwo. Wraca stary, dobrze przetrenowany model ideału Pawki Morozowa. Oczywiście -jak zawsze – dla dobra obywateli, bezpieczeństwa itd. Itp…

Różnice są wciąż znaczne, bo zamiast Gułagu, kara finansowa. Trend jest jednak wyraźny.

 Piotr Michał Kosmęda

De minimis curat Władza

Kto znalazł 50 zł ten wzbogacony

Zgodnie z art. 5 ust.1 z dnia 20 lutego 2015 r. o rzeczach znalezionych (Dz.U. 2015 poz. 397) Kto znalazł rzecz i nie zna osoby uprawnionej do jej odbioru lub nie zna jej miejsca pobytu, niezwłocznie zawiadamia o znalezieniu rzeczy starostę właściwego ze względu na miejsce zamieszkania znalazcy lub miejsce znalezienia rzeczy (właściwy starosta). Podobny obowiązek, na podstawie ust. 3 wskazanego artykułu dotyczy pieniędzy o dowolnej wartości.

W praktyce oznacza to, że odnalazłszy na ulicy jednogroszówkę należy udać się do starosty i pieniądze te przekazać urzędowi. Przepis martwy, niestosowany.

W tym kontekście należy pochwalić inicjatywę zracjonalizowania przepisu w ten sposób, że wskazany wyżej obowiązek dotyczy jedynie kwot powyżej 50 zł.

Moim zdaniem cała ustawa, nawet mimo korzystnej nowelizacji, może z wyjątkiem dotyczącym dóbr kultury, stanowi superfluum i jest przykładem skrajnego zbiurokratyzowania świata, w którym żyjemy, wyrazem potrzeby władzy, by objąć zakresem swojego działania wszystko i wszystko uregulować.

Istnieje przecież regulacja art. 180 -181 kodeksu cywilnego, ogólna, ale wystarczająca w danych okolicznościach.

Czy naprawdę musimy godzić się na świat, zmierzający w kierunku nazwanym przez Giovanniego Amendolę. Krok za krokiem.

Piotr Michał Kosmęda

Prawnicy będą pracować w Boże Narodzenie

Dalsze „upupianie” konsumentów

Nowelizacja kodeksu cywilnego dokonana ustawą z dnia 13 kwietnia 2018 r. o zmianie ustawy – Kodeks cywilny oraz niektórych innych ustaw, która weszła w życie 9 lipca 2018r. wprowadza kilka istotnych zmian do prawa cywilnego.  Przede wszystkim doszło do skrócenia z 10 do 6 lat terminu przedawnienia roszczeń, co można uznać za zasadne. Świat dziś żyje szybciej, środki porozumiewania się na odległość, możliwość szybkiego przemieszczania się, umożliwiają szybsze dochodzenie roszczeń, prowadzenie negocjacji. Trzeba zwrócić uwagę, że te termin w praktyce i tak dotyczy jedynie części roszczeń, bo duża część z nich przedawnia się z terminami krótszymi np. 3 letnimi (roszczenia związane z prowadzeniem działalności gospodarczej) lub 2 letnimi (sprzedaż).

Ważną zmianą jest sposób liczenia terminów przedawnień – zamiast dotychczasowego terminu w latach, obecnie termin ten co prawda nadal będzie w latach liczony, ale kończyć się będzie z upływem roku, co faktycznie go wydłuża. Ratio legis tego przepisu służyć ma łatwiejszej kontroli nad tym terminem, bo nie potrzeba pamiętać dokładnej daty zdarzenia, a jedynie rok, w którym miało ono miejsce. Skutkiem ubocznym tego przepisu będzie wnoszenie tuż przed 31 grudnia tysięcy pozwów i zawezwań do ugody – co w praktyce oznacza, że adwokaci i radcowie prawni będą bardzo intensywnie pracować przez ostatnie dwa tygodnie grudnia.

Zmianą, którą należy skrytykować jest nałożenie na sąd obowiązku brania z urzędu pod uwagę przedawnienia roszczeń wobec konsumentów. Dotychczas sąd zmuszony był uwzględniać termin przedawnienia jedynie w przypadku podniesienia takiego zarzutu. Rozumiejąc intencję ustawodawcy, aby chronić konsumentów – zwłaszcza przed brutalnymi praktykami firm windykacyjnych, uważam, że jest to kolejny krok Państwa, które traktując obywateli jak dzieci, wyręcza ich w myśleniu i braniu odpowiedzialności za siebie. Ta tendencja jest zła i prowadzi do gombrowiczowskiego upupienia konsumentów.

Piotr Michał Kosmęda